“Cała prawda” o Marszu (cz. 1)

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, nasz jedyny Zbawiciel!

Podczas niedawnej audiencji generalnej, która odbyła się 14 listopada w Watykanie, w zaledwie kilka dni po obchodach 100-lecia odzyskania przez naszą Ojczyznę niepodległości, Papież Franciszek, w swej mądrości, zachęcał nas Polaków do życia w prawdzie.

Ojciec Święty tak rozpoczyna swój list:

„Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W dzisiejszej katechezie zajmiemy się ósmym słowem Dekalogu: „Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek”.

To przykazanie, jak mówi Katechizm – „zabrania fałszowania prawdy w relacjach z drugim człowiekiem” (n. 2464). Życie w komunikacji nieautentycznej jest poważnym wykroczeniem, ponieważ uniemożliwia utrzymywanie relacji, a zatem miłość. Tam, gdzie jest kłamstwo, nie ma miłości. A kiedy mówimy o komunikowaniu się między ludźmi, mamy na myśli nie tylko słowa, ale i gesty postawy, a nawet milczenie i uniki. Człowiek mówi tym wszystkim, czym jest i co czyni. Wszyscy żyjemy komunikując się i stale jesteśmy zawieszeni między prawdą a kłamstwem.”

Na swym blogu, w zakładce „o mnie” piszę, że od wielu lat przyglądam się tzw. sferze publicznej zarówno w naszym kraju, jak i na świecie. Obraz owej sfery, jaki przez te lata obserwacji namalował się przede mną, jest co tu dużo mówić przerażający. Ten straszny obraz już dziś nas nawet niestety nie dziwi bo czasy, w których żyjemy, są chyba najbardziej zakłamanymi w historii ludzkości. Przywykliśmy… , staliśmy się nieczuli… spróbujmy jednak choć na chwilę spojrzeć nań oczami naszych dzieci, oczami pełnych niewinności i zaufania.

Czyż nie powinno być nam niesamowicie wstyd? Do czego jako ludzkość doprowadziliśmy w swym „postępie”…?

Jestem już dorosłym i dojrzałym mężczyzną, i rozumiem, że każda polityka musi mieć swoją propagandę, w szczególności, w niestety obecnie ciągle wszech panującej demokracji.

Choć nad tym ubolewam to wiem także, że od wielu stuleci jakikolwiek honor jest tak rzadki, jak usłyszenie w dzisiejszych czasach z ust młodej, „wyzwolonej”, kobiety choćby słowa „dziękuję”, gdy ustępuje się jej miejsca lub przepuszcza w drzwiach.

Jestem też świadom tego, że nasz naród po tym, jak wybito mu prawdziwą elitę, pozostaje ciągle w jeszcze bardzo wstępnej fazie odradzania się z poziomu plemiennego. Potrafię też, choć często budzi to moją pogardę, jakoś zrozumieć, że większość Polaków myśli głównie tylko i wyłącznie o sobie lub co najwyżej o swoich rodzinach.

Choć oczywiście ciągle w Polsce jest bardzo wiele naprawdę biednych ludzi, całych rodzin na skraju ubóstwa, to jednak jakby porównać większość naszego dzisiejszego społeczeństwa z tym sprzed choćby tych stu lat, lat sprzed odzyskania niepodległości, to chyba każdy przyzna, że żyjemy na naprawdę całkiem niezłym poziomie.

Co jednak robimy? Zamiast skupić się w końcu na zadbaniu o wolność wewnętrzną to gonimy tylko za pseudo wolnościami, wpadając bez walki za to z otępiałymi pseudo uśmiechami prosto w sidła zła.

To wszystko rozumiem. Jest to jakąś logiczną konsekwencją.

Jest jednak coś, czego nie rozumiem.

Nie pojmuję, dlaczego bardzo wielu z tych, którzy aspirują do bycia dziś częścią „nowej patriotycznej elity”, bardzo często sięgają po takie same techniki zakłamywania, przeinaczania, świadomego stosowania niedomówień, po jakie sięgała (i nadal sięga) rozlana niczym trucizna na naszej ziemi w zeszłym stuleciu przez „słoneczko narodów” Stalina „elyta”, czy jeszcze wcześniej przez wszelkich „oświeconych”, którzy pod pozorem „oświecania” tak naprawdę przez wieki robili (i wciąż robią wszystko), by zasłonić Prawdziwą Światłość Świata, czyli naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

Obowiązkiem każdego Polaka Katolika jest życie w prawdzie.

Życie w prawdzie to między innymi… pisanie prawdy.

W tym wypadku pragnę napisać prawdę o wielkim marszu na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, który odbył się 11 listopada w Warszawie.

Zapewne wielu po tym tekście od razu do siebie zrażę, wielu też z pewnością odpowiednio mnie zaszufladkuje. Nie dbam o to, mam ważniejsze priorytety w życiu niźli dbanie o względy czy podlizywanie się jednym, czy drugim.

Jestem Polakiem Katolikiem i immanentną cechą każdego z nas powinno być głoszenie prawdy i honorowa postawa choćby nawet wobec tysiąckroć większej siły. I choć to trudne to postawa taka jest absolutnie niezbędna. Tylko w ten sposób będziemy mogli dać świadectwo tak jak dawali je pierwsi męczennicy.

Czyż mamy więcej do zaryzykowania niż oni?

No właśnie… więc czego wciąż się boimy?!

Zanim zacznę pisać o samym marszu, a właściwie o tygodniu poprzedzającym marsz, to pragnę z tej właśnie okazji wszystkich Was kochani zachęcić do codziennej pracy nad tym właśnie, aby gdziekolwiek jesteśmy, cokolwiek robimy wyrażać się tak, aby, jak najmniej fałszować rzeczywistość. Nawet jeśli chcemy ją tylko troszkę nagiąć, aby na przykład dodać innym odwagi czy może kogoś pocieszyć, sięgając po z pozoru niewinne „tylko” kłamstewka – nie kłammy.

Wiem, że to trudne i nawet nie dlatego, że wymaga to jakiegoś niesamowitego wyczynu wobec naszych sumień, ale dlatego, że nasza kultura została tak spustoszona, że sami dziś musimy uczyć się używać argumentów prawdy, próbować odbudowywać je we wszystkich praktycznie aspektach naszego życia, często zderzając się z niechęcią, czy wyśmianiem, z ignorancją czy nawet wrogością, którą zdarza się nawet ze strony naszych najbliższych.

Tak jak wspominałem w pierwszym tekście, tydzień przed marszem dopadło mnie wstrętne choróbsko. Zawaliło mi kompletnie gardło, język strasznie mi popękał, a do tego jeszcze miałem wcale wysoką temperaturę tak, że chyba po raz drugi w przeciągu wielu ostatnich lat musiałem wziąć wolne od pracy.

Nie ma przypadków, więc odczytuje to jako działanie Opatrzności, tym bardziej że dzięki temu mogłem niemalże „na żywo” obserwować wszystko to, co działo się przez cały ten czas poprzedzający uroczystości 100-lecia.

Nie będę tu przeprowadzał dokładnej analizy wydarzeń tych kilku dni, choć takowa bardzo by się przydała, ale jedno nie ulega wątpliwości: cała sprawa, mówiąc kolokwialnie, śmierdzi na odległość.

Jednak w odróżnieniu od znakomitej większości internetowych „autorytetów”, którzy od razu mieli wytłumaczenie, ja nie zamierzam tu niczego definitywnie rozstrzygać.

Jak to?

Przecież wszyscy już doskonale wiemy, że „wstrętny” PIS zawłaszczył sobie „od tak”, w mniej niż jeden tydzień marsz, który tak ciężką pracą, od wielu lat wypracowywali sobie narodowcy!

A no z bardzo prostego powodu: otóż nie mam dostępu do żadnych informacji o rzeczywistych, czyli zakulisowych działaniach zarówno ze strony rządu jak i organizatorów marszu niepodległości.

Może się mylę, ale moja intuicja mówi mi, że takiego dostępu nie ma również 99.9% (jak i nie 100%) nie tylko większości z nas, ale przede wszystkim wszystkich tych, którzy kreują się w dzisiejszych czasach, w szczególności w internecie, na wszelkie „autorytety”.

Na jakich faktach, poza białym wywiadem, opierają oni swoje teorie?

Mają się za wielkich znawców, a przecież uczeń dobrego liceum wie, że w szczególności w demokracji to, co dociera do opinii publicznej, nawet w wyniku przeróżnych dziennikarskich śledztw, jest tylko i wyłącznie małą cząstka tego, co tak naprawdę dzieje się w rzeczywistej polityce, często zupełnie odbiegającą konotacyjnie od rzeczywistych intencji!

Ale dobrze, niezależnie od tego, tak jak napisałem, sprawa, mówiąc najdelikatniej, wciąż niewątpliwie pozostaje bardzo dziwna.

Podczas gdy można by jeszcze ewentualnie założyć, że natychmiastowa zmiana scenariusza w prorządowych mediach, zaraz po decyzji o zakazaniu marszu, była po prostu przejawem sprawnie działającego systemu zarządzania, to fakt, że telewizja publiczna niemalże od razu miała gotowy materiał z zapraszającym na nowy marsz Premierem Morawieckim, niestety daje bardzo solidne argumenty do ręki wszystkim tym, którzy uważają, że to wszystko była jednak ustawka.

Sam jestem „jakimś tam” filmowcem i wiem ile potrzeba czasu, aby nakręcić choćby tak krótki filmik.

Nawet jeśli była to natychmiastowa reakcja i dosłownie „wytargano” Pana Premiera na ulicę i szybko nagrano a potem dorzucono do tego jeszcze tylko parę przebitek z ładnymi obrazkami, to jest to kwestia w dzisiejszych czasach minimum powiedzmy godziny, nawet jeśliby użyć transferu bezprzewodowego i montażu w trakcie.

Oczywiście dobre telewizje mają szablony takich projektów, które na wszelki wypadek trzymają w zanadrzu, więc nie jest to absolutnie niemożliwe.

Przyznam, że choć powinienem, to nie zrobiłem dogłębnej analizy, ale tak samo, jak mogło i rzeczywiście się tak zdarzyć, że materiały nagrane zostały wcześniej, to tak samo z drugiej strony, nie można też wykluczyć choćby teorii, że Prawo i Sprawiedliwość doszło do jakiejś ugody nawet nie z Hanną Gronkiewicz-Waltz ale tymi, którzy za nią stoją, i wszystko to było po prostu pieczołowitą realizacją planów ciągle tak naprawdę trwającej transformacji, która wkracza tylko po prostu w kolejny etap.

Cytując jednego z moich ulubionych bohaterów literackich: „Może tak nie być, a może… tak być!”.

Co więc z tym wszystkim mamy zrobić?!

Pan Nasz, Jezus Chrystus, dał nam banalnie prostą i zawsze działającą wskazówkę!

„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach.”

(Mt 7, 15-20)

Popatrzmy więc na to kto i jakie w tym wypadku wydał owoce.

Wielu internetowych „ekspertów”, „prawdziwych patriotów”, „antysystemowców”, „przebierańców”, „jasnowidzów” czy „anonimów”, nawołuje do buntu przeciwko partii rządzącej.

Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią z moich marzeń, co więcej, bardzo nadszarpnęło moje zaufanie do siebie, w szczególności w tym dobiegającym już końca roku.

Podstawowa jednak wiedza na temat technik działalności wywrotowych wystarczy, aby nie tylko zachować zwykłą ostrożność, ale i móc podejrzewać, że wszyscy oni raczej nie mają na uwadze dobra Rzeczypospolitej, nawet jeśli w swoich wypowiedziach przekonują nas, że mają jakieś specjalnie „nieznane dotąd fakty”, a tym bardziej jeżli mają dla nas „całą prawdę i tylko prawdę”.

Spójrzmy teraz z drugiej strony na przynajmniej jeden owoc działań Prawa i Sprawiedliwości czy Prezydenta Andrzeja Dudy.

A może było tak, że w swej mądrości, rządzący nami, postanowili spożytkować całą tę przypadkową czy niech i nawet będzie, nieprzypadkową serię zajść i przekuć zaplanowaną przez wrogów naszej Ojczyzny destabilizację i dalszy podział, na niezaprzeczalną przecież wartość, jaką niewatpliwie jest, choćby chwilowe… zjednoczenie.

Sam byłem do pewnego momentu bardzo wkurzony na Prawo i Sprawiedliwość i Pana Prezydenta, ale raczej nie odniosłem wrażenia, aby ktokolwiek na marszu zaciągał mnie pod sztandary partii czy do jakiegoś tam „marszu Prezydenta”.

A czyż nie próbuje się nam tego wmawiać?

Podejrzewam, że wielu z nas którzy tego pięknego dnia uczestniczyli w tych w znakomitej większości przepięknych uroczystościach, koniec końców nawet cieszyło się, że to wszystko tak właśnie się potoczyło…

Ja się cieszę i nawet widzę w tym bożą Opatrzność.

Zjednoczenie choćby na chwilę, pozwoliło wielu z nam poczuć, jak wielką jest wartością. Jak ważnym skarbem w naszych sercach będzie pamięć o tym uczuciu, w szczególności wtedy właśnie gdy wrogie Polsce siły z pewnością kiedyś będą próbowały nas znowu skłócać i dzielić…

Zaraz, zaraz. Napisałem „kiedyś”… przecież od razu na drugi dzień po marszu wielu „ekspertów”, „prawdziwych patriotów”, „antysystemowców”, „przebierańców”, „jasnowidzów” czy „anonimów” do tego od razu włąśnie przystąpiło!

No więc jak?

Chyba zaczynamy powoli rozumieć o co w tym wszystkim chodzi – czyż nie?

Oczywiście nadal należy brać pod uwagę teorię, że była to „ustawka”, tylko tym razem taka „arcymistrzowska”, bo żerująca na tak spragnionej przez nas wszystkich jedności (oczywiście nie mówię tu o żadnej “postępowej” pseudojedności rodem z „lewackiej” propagandy). Ustawka, która być może nawet ma na celu włąśnie dokończenie procesu transformacji, abyśmy stali się „małą Ameryką” w złym tego słowa znaczeniu…

No dobrze.

No to chyba w końcu mamy to…

Ech… nie łatwe jest życie katolika…

Może każda z tych teorii jest prawdziwa… nie wiem jednak tego na pewno i raczej wątpliwe, abym prędko się dowiedział, która ewentualnie jest…

Dlaczego miałbym więc siać jakieś półprawdy buntując społeczeństwo przeciwko rządowi, i to w sytuacji, w której bez tego rządu, na drugi dzień od razu rozdziobałyby nas kruki, wrony…

Co mamy więc robić?!

To proste!

Bądźmy czujni i róbmy swoje!

Niech każdy robi ile może dobrego w tym, do czego powołał go Pan Bóg niezależnie od tego czy jest to projektowanie prawdziwie kobiecej mody, której ciągle jest jeszcze jak na lekarstwo, czy prowadzenie normalnego warzywniaka z uprawianą przez siebie, tak jak dziadki kiedyś robiły, normalną, zdrową żywnością czy choćby… tworzenie nowej siły politycznej na przyszłość…

Po prostu nie dajmy się zwodzić fałszywym prorokom, którzy próbują nas dzielić tam, gdzie podziałów nie powinno być.

Pamiętajmy, że pierwszym kłócicielem jest… diabeł.

Zawsze patrzmy na fakty.

Zadawajmy sobie proste pytania.

Na przykład: czy lepiej jest jak rządzi nami, nawet w tak czasem nieudolny jeszcze sposób, obecny rząd, ale wciąż mamy jeszcze państwo, które nie jest już na pewno tylko „kamieni kupą”, w którym oczywiście jest ciągle bardzo wiele do naprawy, czy może wolelibyśmy, aby władzę przejęła nie nawet stara „elyta”, ale wszyscy Ci w gorącej wodzie kąpani „eksperci”, „prawdziwi patrioci”, „antysystemowcy”, „przebierańcy”, „jasnowidzowie” czy „anonimowie”?!

Odpowiedzmy sobie także na pytanie: kto tak naprawdę tu jątrzy a kto szuka rzeczywistego dialogu (tak wiem jak słowo dialog zostało spaczone), w którym chce dojść do prawdy, budować, a nie burzyć?

Poznawajmy więc po owocach, ale i patrzmy na to, czy sami wydajemy dobre bo…

…Pan Nasz zna nasze serca i na ten też wypadek, gdybyśmy od razu chcieli się wywyższyć przeświadczeni o naszej nieomylności, daje nam od razu przestrogę:

„Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!”

(Mt 7, 21-23)

Tyle i aż tyle w pierwszej części. W drugiej postaram się, aby było już tylko o marszu.

Tymczasem zapraszam do komentowania oraz do polubienia i subskrybowania mojego bloga w mediach społecznościowych!

PS:

Kochani, na razie będę starał się pisać teksty na obu blogach tj. polakkatolik.pl i polishcatholic.pl regularnie na zmianę co niedzielę.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi użycie takiego podchwytliwego tytułu, który z pewnością na pierwszy rzut oka wygląda na podchwytliwy. Poza oczywiście chęcią przyciągnięcia trochę nowych czytelników, mam nadzieje, że ciągle w ramach dobrego smaku, zrozumiecie, że w ten sposób chciałem podkreślić główny przekaz tego tekstu, aby nie tylko uważać na fałszywych proroków, ale i na to, co sami myślmy, aby nie popadać w samozachwyt. Dlatego oczywiście jestem w pełni świadom, że żadnej całej prawdy w tym tekście nie objawiłem.

Wszystkich tych, którzy od razu zaszufladkują mnie jako PIS-owca, pragnę uspokoić. Krytyka Prawa i Sprawiedliwości będzie na pewno tematem wielu moich tekstów. Tak więc cierpliwości.

19-23.11.2018, Tomasz Stachura

OBRAZEK WYRÓŻNIONY: Kolekcja prywatna.

Dodaj komentarz