Stan Rzeczypospolitej na 100-lecie odzyskania Niepodległości | Wiara (cz.1)

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, nasz jedyny Zbawiciel!

Jeśli ktoś chce się naprawdę wyleczyć z jakiejś choroby, to przeprowadzenie porządnej diagnozy jest absolutną podstawą.

Kluczem jest tu zmierzenie się z rzeczywistością choćby nawet nie wiadomo jak straszną.

Stańmy więc w prawdzie i jak dorośli ludzie spójrzmy na rzeczywisty stan naszej wiary na dzień dzisiejszy i spróbujmy go opisać.

Oczywiście nie próbujmy się oszukiwać zaraz na wstępie, że bylibyśmy w stanie ów poziom opisać w sposób kompletny. Jest to oczywiście niemożliwe. Jedynym kto mógłby to zrobić, jest oczywiście sam… Pan Bóg.

To, co jednak każdy z nas może przynajmniej spróbować zrobić, to, oczywiście tylko do pewnego stopnia, ale zawsze, w miarę określić stan wiary w nim samym oraz wokół siebie, w tych naszych „małych światach”.

Myślę, że każdy z nas się tu zgodzi, że w dzisiejszym świecie, może nawet nie bardziej niż kiedyś, bo diabeł robi co może w każdych czasach, ale w szczególności w dzisiejszych, używa najbardziej wyrafinowanych i wyśrubowanych do perfekcji narzędzi, a wszystko po to, aby zrobić co w jego mocy, aby tylko cały czas trzymać nas z dala od rzeczywistości ergo… prawdy.

Czy to przez zniekształcanie jednej, czy ukrywanie drugiej, czy to za pomocą kłamstw, czy półprawd (pamiętajmy, że pół prawdy to całe jedno kłamstwo), przeróżnych niedopowiedzeń i przeinaczeń, czy znów za pośrednictwem całej gamy pełnych fałszu „cudownych” iluzji już o sięganiu nawet po i zbezczeszczeniu tak pięknej w swojej istocie rzeczy, jaką są… marzenia, szatan robi to wszystko tylko po to, abyśmy nigdy nie poznali tej jednej, jedynej najprawdziwszej Prawdy, jaką jest Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel i Jego nauka.

I choć chciałbym stwierdzić inaczej, to nie mogę być z wami, moi kochani bracia i siostry, nieszczery, ale będąc trzydziestoparolatkiem, poza moją ukochaną babcią i żoną, muszę niestety przyznać, że w moim dotychczasowym życiu, spotkałem zaledwie paru (wybaczcie mi to określenie) prawdziwych… Katolików, a i tak większości z nich nie poznałem nigdy osobiście…

Oczywiście, w moim pięknym miasteczku, jest dzięki Bogu wielu, naprawdę oddanych sprawie księży, są też kochane „moherowe” berety, cudowne starsze kobiety, które każdego dnia modlą się za nas wszystkich, a w szczególności za tych, którzy w swej głupocie i opętaniu drwią i naśmiewają się z nich…

Jest parę młodych rodzin, które przychodzą ze swymi pociechami do kościółka, co pociesza serca wszystkich.

Jest kilka młodych dziewczyn i kilku młodych chłopaków, którym, głównie pewnie dzięki wychowaniu przez swoich rodziców i w odróżnieniu od swoich koleżanek i kolegów, jakoś udało się uchować od wszech panujących herezji.

Są też w końcu starsi mężczyźni, w których posągowych postawach pięknie spotyka się duma z pokorą…

Jednak z wszystkich moich znanych czy nieznanych osobiście znajomych, naprawdę nie ma ani jednego prawdziwego katolika, a w szczególności mężczyzny, który nie tylko brałby swoją wiarę, ale i związane z nią obowiązki na poważnie, żyjąc prawdziwym, polskim, katolickim życiem…

Ach, prawie zapomniałem, jest przecież jeszcze moja ukochana córeczka, która, daj, proszę, Boże, aby pozostała tak pełna wiary i cnotliwości, aby pewnego dnia stać się prawdziwie piękną kobietą, prawdziwą Polką Katoliczką…

I to w sumie niestety to byłoby na tyle…

Załóżmy, że przez te trzydzieści parę lat, spotkałem około tysiąca ludzi.

Dzięki talentom danym mi przez Pana Boga miałem możliwość poznania wielu osób z przeróżnych grup społecznych.

Poznałem polityków, akademików, prawników, aktorów, muzyków, dziennikarzy, przedsiębiorców, pracowników małych firemek i ogromnych korporacji, fabryk i centrów handlowych, rolników, urzędników, pracowników społecznych i tych będących na zasiłku, więźniów, żołnierzy, nauczycieli, studentów, uczniów, lekarzy, pielęgniarki, siostry zakonne, księży itd.

Poza oczywiście większością osób duchownych, zaledwie paru ludzi z tego tysiąca, powiedzmy, że jakieś dziesięć osób, było (oczywiście w moim odczuciu) świadomymi Katolikami…

Czyli jeden na stu…

Załóżmy, że na świecie jest w sumie około 50 milionów Polaków.

50 milionów podzielone przez 100 daje 500 000, czyli pół miliona.

Od wielu lat niezmiennie około 90% Polaków deklaruje się jako osoby wierzące.

To dziwne, bo 90% z powiedzmy i nawet tych 36 milionów Polaków mieszkających w kraju, powinno dać nam ponad 32 miliony…

Tak więc mamy 32 000 000 kontra moje 500 000…

Oczywiście może to być kwestia mojego braku „szczęścia” do ludzi lub choćby tego, że na przykład jestem nielubiany czy coś, ale nawet i jeśli tak, to liczby te nie zmieniłyby się znacznie.

Czyżby moje obliczenia były błędne?

Czyżby rzeczywiście w naszej Ojczyźnie było tak mało katolików?

W moim małym 50-tysięcznym miasteczku regularnie na niedzielne msze, we wszystkich kościołach w sumie, myślę, że średnio uczęszcza jakieś 500 osób… no niech będzie i nawet 1000 czy 2000!

Niech i nawet będzie to… 5% mieszkańców…

Pięć procent!

Smutne – czyż nie?

Smutne, ale… prawdziwe.

I mówimy tu o Polsce, czyli kraju uznawanym za… katolicki.

Zastanówmy się teraz nad inną rzeczą.

Ilu podążyło za naszym Panem, gdy jego święte stopy chodziły po Ziemii?

Ilu po tym, jak pokonał śmierć?

Jeden procent ówczesnej społeczności? Dziesięć?

Nie wiem…

Zapewne są jakieś badania bazujące na dokumentach historycznych, na choćby Dziejach Apostolskich itp. ale przyznam, że nie odrobiłem tu zadania domowego i nie zapoznałem się z tymi danymi.

No ale ilu tak na oko?

Cóż… przynajmniej, możemy być pewni tych jedenastu z dwunastu, do których potem dołączył jeszcze Maciej…

Jedenastu zginęło śmiercią męczeńską…

Jeden, Święty Jan, dożył ponoć spokojnej starości…

Jeden, Judasz, zdradził…

Apostołowie oczywiście nie byli osobami świeckimi, byli ówczesnymi hierarchami…

Wszyscy dobrze wiemy, że Kościół Święty, Matka nasza, przechodzi w dzisiejszych czasach kryzys.

Ale kiedy nie przechodził?

Coś mi mówi też, że stan Kościoła jest też znacznie lepszy niż to próbują nam wmówić z każdej strony media…

Polska jest wciąż uznawana i słusznie, za kraj katolicki, za jeden z ostatnich bastionów naszej Świętej Wiary. Te choćby i nawet dziesięć procent prawdziwych katolików, o których może być mowa jeszcze w przypadku Polski, niestety wątpię, aby można było założyć w przypadku innych krajów, tym bardziej nie w przypadku krajów Europy Zachodniej, które zdają się pogrążone w grzechu bardziej niż kiedykolwiek w swojej historii…

Zgodzicie się ze mną?

Podsumowując, powiedzmy, że z wszystkich, prawdziwych katolików na całym świecie, pozostaje jakieś 8.3 procenta…

Jest to oczywiście cyfra wielce teoretyczna i nie powinniśmy na niej niczego konkretnego bazować a tym bardziej wyciągać żadnych wniosków z tego rodzaju „matematyki”.

Pozwala mi jednak, choć odrobinę uchwycić… realia… rzeczywisty stan tego, co się wokół mnie, nas dzieje…

Może pod przykrywką swego realizmu jestem tak naprawdę zbytnim pesymistą…

Może…

Możecie się oczywiście ze mną zgodzić lub nie. Chętnie poznam inne opinie, inne liczby.

Zanim skończymy, uzmysłówmy sobie jeszcze jedną inną rzecz…

Jedenastu Apostołów z dwunastu daje 91.7%…

100% – 91.7% daje…

… 8.3%…

8.3% Judasza…

…tyle samo ile założyłem…

Kiedy byłem mały, myślałem, że nie ma złych ludzi… no dobra, niech będzie, że myślałem, że jest ich najwyżej paru, na przykład ten straszny Pan, który nie pozwalał nam grać w piłkę na korytarzu…

No tak, ale to było, gdy byliśmy dziećmi…

Dziś jestem dorosłym mężczyzną i wiem, że są na tym świecie źli ludzie.

Co zaś mówi nam dzisiejszy świat? Nie tylko, że złych ludzi nie ma i, że wszyscy są dobrzy, ale że i nawet sam szatan zostanie zbawiony i pójdzie do… Nieba!

No dobra, nie wszyscy…

Wszyscy poza tymi wstrętnymi faszystami, tymi okropnymi terrorystami, no i nie zapominajmy o tych obrzydliwych antysemitach, którzy z niewiadomych przyczyn, od jakiegoś czasu, nagle zaczynają na całym świecie, to tu to tam, wyrastać jak grzyby po deszczu!

Uważam się za niegodnego grzesznika, więc dodajcie i mnie do tej listy.

No dobra, ale gdzie jest cała reszta tych złych ludzi? Gdzie są Ci wszyscy mordercy, złodzieje itd.?

A może rzeczywistość jest zgoła inna i procent tych, którzy pójdą do Nieba, jest nawet mniejszy niż te 8.3 procent?

Oczywiście nie ma w stu procenach złych ani bez grzechu (poza Najjaśniejszą Panienką) ludzi. Każdy może zostać zbawiony i jako Katolicy mamy obowiązek nienawidzić grzech, a nie ludzi.

Ale jeśli ten procent, nawet jeśli w rzeczywistości nie jest aż tak dramatyczny, pokazuje nam tylko, jak bardzo musimy dziś brać przykład właśnie z Apostołów, nawet nie brać przykład, ale być jak oni…

I czy jest to 90%, czy tym bardziej 8.3% nie powinno to w żaden sposób zmieniać naszej gorliwości w służeniu naszemu Panu!

Dobry Boże, spraw więc proszę, abym nigdy nie osiadł na laurach, abym nigdy nie odwrócił się od rzeczywistości, uciekając w jakiś „bezpieczny” i „wygodny” świat fantazji, które codziennie podsyła nam dziś diabeł, przekonując nas, że wszystko już gra i nic nie ma już do naprawienia, czy zwalczania, poza oczywiście faszyzmem, terroryzmem i antysemityzmem…

Nie pozwól więc, abym kiedykolwiek przestał bronić Prawdy, którą Jesteś… o Panie!

Czego i Wam kochani z całego serca życzę!

To ostatni tekst w tym roku. Bardzo dziekuję wszystkim, którzy czytają i wspierają mój blog.

Z całego serca życzę Wam wszystkim wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych nie tylko z najbliższymi oraz niezapomnianych przeżyć podczas zabawy sylwestrowej czy to na balu z ukochaną osobą i przyjaciółmi czy też w jakiejś samotni z najlepszym z przyjaciół…

… z Bogiem!

PS:

Wszystkim tym, którzy mają skłonność do szukania prawdy w liczbach, na przykład takich jak te 8.3%, polecam szukać jej w… Bogu.

Nie bądźcie jak te miliony „Katolików” i „Chrześcijan” na świecie, którzy czytają… horoskopy.

Dziś, w dzień przed wigilią, na mszy wieczornej było chyba z 500 ludzi… Pięknie jest widzieć tylu ludzi w kolejkach do spowiedzi… Niech będzie nas tylu częściej a nie tylko raz do roku!

Bądźcie prawdziwymi Polakami Katolikami i… głowa do góry!

10-23.12.2018, Tomasz Stachura

OBRAZEK WYRÓŻNIONY: Caravaggio – Pojmanie Chrystusa, National Gallery of Ireland, Dublin

Dodaj komentarz