Postanowienia na 2019 rok: nie dać się wciągnąć w nie naszą wojnę i… (cz.1)

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, nasz jedyny Zbawiciel!

Kochani bracia i siostry, ponieważ sprawy, które w tekście tym poruszę są najwyższej wagi, to uprzedzam, że będzie ostro.

Gotowi?

No to zaczynamy!

A więc:

Bez dwóch zdań rok ten jest najważniejszym rokiem przynajmniej ostatniego dwudziestolecia.

Niech każdy z nas, już dziś zapisze sobie, i to najlepiej na czole, że absolutnie najważniejszą rzeczą w tym 2019 roku jest to, abyśmy za żadne skarby nie dali się wciągnąć w żadną nie naszą wojnę.

W każdej chwili mogą przyjść takie, nie daj Boże, termina, że jeśli nie uświadomimy sobie tego, przed jak ważnymi decyzjami w tym roku stoimy, to pewnego dnia pozostanie nam już tylko pójść do łazienki i po przemyciu twarzy zimną wodą spojrzeć w swe załzawione oczy w lustrze i załamanym głosem ledwo wydukać: „Jezu… co myśmy narobili…”

To jednak nie wszystko.

Ponieważ przez te wszystkie lata daliśmy się tak ogłupić i skłócić, że dziś już nie wystarcza po prostu wiedzieć, by nie dać się w nie naszą wojnę wciągnąć, to trzeba dziś przede wszystkim dobrze umieć rozeznać co nią jest, a co nią nie jest.

Wielu się pewnie teraz zaśmieje lub nawet i zadrwi, ale odpowiedzmy sobie szczerze czy jest to dziś jeszcze tak oczywista kwestia, jak by się wszystkim zdawało?

I nie kieruję tych słów do wszelkiej maści niedowartościowanych i konformistycznych tchórzliwych głupców, których największym dziś pragnieniem byłoby zostać w końcu „prawdziwymi” Europejczykami odcinając się w końcu od tego „katolskiego ciemnogrodu”, tym bardziej nie kieruję też mych słów do wszelkiej maści sprzedawczyków i zdrajców naszej Ojczyzny, bo wszyscy oni doskonale wiedzą gdzie leży ich interes, czyli dokładnie tam, gdzie całują oni swoich właścicieli czy sponsorów.

Kieruję więc te słowa do szeroko pojętej strony „patriotycznej”.

Kochani, czy nie dość nam już przykładów z historii naszej, całej masy w gorącej wodzie kąpanych szczerych patriotów właśnie, którzy dając się omamić wzniosłymi słowami, szli potem z dumą na rzeź jak stado baranów podpuszczana przez jeszcze głupszych lub pełnych pychy osłów o wilkach w owczych skórach nie pomnąc?!

Nadszedł najwyższy i to ostatni czas na to, abyśmy w końcu stali się godni naszych wielkich przodków, i od teraz i na wieki byli już mądrzy przed, a nie po szkodzie!

Ledwo co odżyliśmy trochę i pomału wstajemy z kolan, więc po pierwsze i przede wszystkim musimy pozostać przy życiu, a nie znów dać się użyć i wykorzystać!

Choćbyśmy nie wiadomo jak „pięknie” znów ginęli to nic po tem, bo potem nie będzie komu tego nawet pamiętać, już o docenieniu nawet nie mówiąc!

Sam jestem romantykiem i uważam, że jest on integralną częścią naszej polskiej duszy, ale tak jak głupia namiętność nie ma nic wspólnego z mądrą miłością, tak i tu specjalnie nie wymienię tych paru wyjątków, w których ewentualnie moglibyśmy lub nawet powinniśmy ponieść najwyższą ofiarę, poza może jednym, czyli ewentualną koniecznością obrony Stolicy Apostolskiej, gdyby została najechana.

Niech nikt się za bardzo więc teraz niepotrzebnie nie „rozmarza” a skupi się na najważniejszym!

Co więc nie jest naszą wojną?

Po pierwsze:

Za żadne skarby nie możemy dać się użyć do jakiejkolwiek wojny ze światem muzułmańskim, nawet jeśli zaczną nam się tu nagle wysadzać jacyś fanatycy”.

Tę wojnę musimy wygrać przede wszystkim pozyskując tych ludzi na stronę naszej świętej wiary, a nie dając się nawzajem powybijać ku uciesze trzeciego, który będzie stał z boku, śmiejąc się pod nosem i zacierając ręce.

Gdy zmuszony byłem kilkanaście lat temu do emigracji zarobkowej najpierw do Angli, a potem do Czech to poznałem wielu muzułmanów i nie dość, że wielu z nich miało wielki respekt do Polaków, to w dużej mierze byli to już nie wyznawcy islamu a podobnie jak wielu Europejczyków nowej globalistycznej „religii”, w której wszyscy zostaną zbawieni i według której wszystkie religie prowadzą do nieba. Jest to oczywiście herezja, ale chyba lepiej będzie jak postaramy się tych ludzi pozyskać dla Pana Boga, a nie strzelać do siebie ze wmówioną przez cwaniaków nienawiścią w oczach – czyż nie?

Straszenie masami uchodźców przez zwykłych sprzedajnych agentów wpływu, co potem o zgrozo powtarza cała masa pożytecznych idiotów „patriotów”, służy tylko i wyłącznie hodowaniu mięsa armatniego, które potem nasi wrogowie chętnie złożą w ofierze nie Polsce i Bogu a… szatanowi.

Myślmy więc i pamiętajmy skąd się ten cały „kryzys” emigracyjny wziął!

Muzułmanie oczywiście mogą i są zagrożeniem, ale póki co to ani Turcja, ani Irak czy Iran, ani Egipt czy nawet Arabia Saudyjska nie najeżdżają naszych ziem swoimi wojskami, a jeśli robią tu jakieś podejrzane interesy i budują meczety to… na nasze własne życzenie. Czy gdyby Saudyjczycy pozwolili nam budować w Arabii kościoły, to byśmy tego nie robili? No właśnie.

Mamy na spokojnie pilnować swoich granic, monitorować i decydować kogo chcemy, a kogo nie wpuszczać i tyle w tym temacie. To, że dostają u nas pracę jacyś Hindusi, Azjaci czy nawet Arabowie wcale jeszcze nie znaczy, że jest to sprzeczne z naszym interesem i że jak tak dalej pójdzie, to niebawem będzie tu kalifat.

Przez wiele lat i to w czasach największej potęgi w Rzeczypospolitej mieszkało i pracowało wielu obcokrajowców i nie było w tym nic złego, dopóki…

… Polak był Polakiem, czyli… Katolikiem.

Jak na razie to 90% Polaków nie przeszło na islam czy hinduizm, a stało się wyznawcami wygody, zakupów i telewizora stając się idealnymi niewolnikami i wyznawcami ostatniego znanego sobie świętego, czyli „świętego spokoju”…

Naszym największym więc dziś zagrożeniem nie jest bynajmniej hinduizm czy islam a… protestantyzacja, liberalizm i modernizm, a właściwie to już coś zupełnie jeszcze nowego, ich amalgamat który diabeł i jego słudzy na Ziemii, szykują naszym dzieciom…

Polek w hidżabie w Polsce widziałem może z pięć, ale drobnych cwaniaczków, dla których szczytem szczęścia jest zrobieni wszystkich w konia i trzepanie kasy dookoła widzę codziennie tysiące…

Nie jest tak?

Najlepszym dowodem na to wiec jak nisko upadliśmy i jak bezbronne i spustoszone są nasze serca, rozumy i dusze jest fakt, że miliony naszych rodaków jest dziś na nowo po prostu neopoganami… i to przeświadczonymi o wyższości cywilizacyjnej czasów przez chrześcijaństwem!

I żeby mi nikt nie zarzucił jakiegoś neochrześcijańskiego pacyfizmu, to oczywiście jak będzie trzeba, to chwycimy za szabelkę i ruszymy na nie tylko islamską zawieruchę, ale tylko wtedy gdy będzie to… tylko i wyłącznie nasza (lub w obronie wiary) wojna i to tylko wówczas gdy wszelkie inne rozwiązania nie przyniosą skutku.

Po drugie:

Za żadne skarby nie możemy dać się naciągnąć na żadną wojnę… posmoleńską.

Od pierwszego dnia nowego roku od razu wiele „autorytetów” i to zauważmy po… „prawej” stronie, mówiąc kolokwialnie, „grzeje” ten temat, co każdemu mającemu jakikolwiek szacunek do własnego rozumu Polakowi, powinno najzwyczajniej… śmierdzieć.

Niezależnie od tego, co się w Smoleńsku wydarzyło, sprawa ta niestety jest już teraz tylko i wyłącznie bombą z opóźnionym zapłonem, którą wielu wrogów Polski będzie chciało zdetonować oczywiście wykorzystując Polskę do swoich nikczemnych celów.

Choćby nawet cała sprawa miała posłużyć jako dźwignia do na przykład obalenia i zmiany obecnie rządzącej głowy na Kremlu, to pod żadnym pozorem nie możemy dać się tu wykorzystać a tym bardziej wykrwawić, bo choć może tym razem i zaproszą nas na paradę zwycięzców, to tym razem nie będzie miało komu nawet odmówić, bo nie będzie miało komu najzwyczajniej w świecie… na tej paradzie „zwycięzców” „iść”… oczywiście, jeśli popełnimy te same błędy, które popełnili nasi przodkowie z ostatnich stuleci…

I nawet jeśli doszłoby do obalenia obecnego cara to choć nad tym ubolewam, ale ciągle niestety jesteśmy zbyt słabi, aby ktokolwiek dał nam cokolwiek realnego w tej sprawie do powiedzenia. Taka jest niestety smutna prawda i tyle. Miejmy więc miarę, a nie romantyczne urojenia.

To, co bardzo chętnie możemy naszym sojusznikom zaproponować to tym razem z bezpiecznej odległości przyglądać się jak nasi zhańbieni niegdyś swymi zdradami „przyjaciele” tym razem zawalczą za nas i po wygranej nie tylko z pokorą przyznają nam racje, ale i z pokłonem przeproszą i oddadzą nam wszystko to, co zostało nam kiedyś zagrabione, zadośćuczyniając przy tym także za wszystko to, co zostało zdewastowane i zmarnowane.

I mam nadzieje, że nie muszę tu także powtarzać, ze zarówno z naszymi sojusznikami, jak i z Rosją trzeba zwyczajnie rozmawiać z godnością i broniąc własnych interesów, a nie płaszczyć się czy zabiegać na klęczkach jak jakieś kundle po kaszubsku…

Jest oczywiście możliwe, że cały Smoleńsk był tylko „wewnętrzną robotą” i Prawo i Sprawiedliwość czekało właśnie do tego roku, aby w odpowiednim momencie przed tegorocznymi wyborami rozprawić się definitywnie ze zdrajcami. Jeśli tak będzie to wtedy chapeau bas Panie Jarosławie i podziw za cierpliwość, roztropność i wytrzymałość.

Pożyjemy… zobaczymy, ale najpierw… przeżyjmy!

Po trzecie:

Choć zgadzam się z Churchillem, że na przykład takich Niemców, no może nie samych obywateli, ale przynajmniej ich elity, tym bardziej obecne, powinno się co jakiś czas po prostu profilaktycznie bombardować bez podawania nawet powodów (oczywiście żartuje), za to, że co kilkadziesiąt lat zatruwają już nie tylko Europę, ale i cały świat wszelkimi ideologiami zła, które non stop hodują na swoich uniwersytetach, i, pomimo że uważam, że jeszcze parę lat temu, przed tym, jak ściągnęli do siebie pod pozorem zmiany wizerunku tym razem na „tolerancyjny” zwykłych najemników z Afryki i Bliskiego Wschodu, był najlepszy czas, aby, gdyby były to stare czasy, Niemcy po prostu najechać, to… na szczęście czy też nie, że nie ma już starych czasów, to tak jak wspominałem na początku tekstu w przypadku muzułmanów, to właśnie także Niemców, Austriaków, Czechów, Francuzów czy Angoli trzeba dziś po prostu pozyskać z powrotem dla Pana Boga i cywilizacji katolickiej, a nie dawać się non stop bezmyślnie nawzajem przeciw sobie nastawiać ku zadowoleniu „starszych i mądrzejszych”, już o samym oczywiście szatanie nie wspominając.

Uff… chyba popełniłem właśnie najdłuższe zdanie…

Ale wracając do tematu, za żadne skarby nie możemy dać się sprowokować przeciwko jakiemukolwiek krajowi naszego kontynentu, bo zarówno Rosjanom, jak i Chińczykom i Amerykanom zależy na osłabieniu Europy z oczywistych dla wszystkich chyba względów, o czym wielu z nas zbyt często zapomina. Byliśmy w Europie, jesteśmy w Europie i będziemy w Europie, i na sile tejże Europy powinno nam chyba zależeć – co nie? Tak więc po trzecie, nie dajmy się więc skłócać a na spokojnie odbudowujmy Prawdziwą Europę.

Tyle o nie naszych wojnach,

A teraz o rzeczy chyba jeszcze ważniejszej, bo na którą mamy bezpośredni wpływ.
Myślę, że wielu zgodzi się ze mną, że ten rok to rok najważniejszych wyborów w naszym dotychczasowym życiu, bo nawet jeśli czyta ten tekst jakiś stulatek, to nie brał udziału w wyborach w II Rzeczypospolitej. Zwycięskie wybory sprzed czterech laty były ważne, ale powiedzmy sobie szczerze, że nie tylko była nad nimi roztoczona szczególna opieka, ale i wygrać wtedy z zaprzańcami nie było ciężko. O tym czy zasługujemy na własne w miarę suwerenne państwo, będą więc decydowały wyniki wyborów w tym roku.

Pomówmy najpierw o wyborach do Europarlamentu:

Tak naprawdę to są one ważne tylko dlatego, że ich wynik będzie miał wpływ na wybory krajowe, które są nieporównywalnie i absolutnie najważniejsze.

Nie ma co się oszukiwać, że o tym, co się obecnie w Unii Europejskiej dzieje nie decydują ani żadni europosłowie ani też te wszystkie żałosne pacynki, a ci którzy kierują nimi zza kurtyny. Ponieważ długo ich jeszcze (jeśli w ogóle) nie poznamy i nawet jeśli podobne nam siły osiągnęłyby większość w europejskim parlamencie to nie zmieni to w żadnym stopniu planów rzeczywistych władców tego dzisiejszego “eurokołchozu”.

Oczywiście mimo wszystko dobrze będzie jak duża grupa eurosceptyków i eurorealistów z naszego krajowego podwórka dostanie się do europarlamentu, bo im więcej będzie tam głosów przeciw tym samozwańczym cwaniakom tym szybciej europejczycy przejrzą na oczy.

Kluczem jest tu przebudzenie się jak największej ilości ludzi i… co bardzo ważne, nie dopuszczenie, aby słuszna złość została przejęta i użyta przez tych samych, którzy najpierw wyhodowali sobie wszystkie te zdegenerowane dzisiejsze elity, a którzy rzucą je ludziom na pożarcie, aby tylko odsunąć wszelkie podejrzenia od siebie i w ten sposób przeprowadzić kolejna destrukcyjną rewolucję.

Wracając do naszego lokalnego podwórka, w sumie chyba nawet najlepiej by bylo, gdyby wszyscy nasi “anty-systemowcy” i narodowcy wylądowali właśnie w Europarlamencie.

Dlaczego?

Bo rzeczą absolutnie najważniejszą w tym roku jest… i tu pewnie ostatecznie sobie zrażę cala masę czytelników… aby Prawo i Sprawiedliwość wygrało w tym roku krajowe wybory parlamentarne.

Oczywiście teoretycznie lepsza opcja byloby, aby szeroko pojęci narodowcy także dostali się do rządu i współrządzili z PiS-em. Jeśli jednak stanie się tak ze PiS nie uzyska większości pozwalającej mu samotnie rządzić i będzie, nie daj Boże, zależny od na przykład zidiociałego pana w muszce, pseudohrabiego z wodewilu czy narodowców, którzy okaże się że bardziej nienawidzą Prawa i Sprawiedliwości niźli kochają Polskę, to istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że z wielkimi i nawet słusznymi hasłami na ustach, doprowadzimy nie do wielkiego zwyciestwa, ale do wielkiego samobójstwa, z którego nad naszymi i grobem Rzeczypospolitej będą potem rechotali nasi wewnętrzni i zewnętrzni wrogowie.

Jeśli narodowcy nie staną na wysokości zadania i swymi nieroztropnymi działaniami spowodują ze działania przyszłego rządu zostaną sparaliżowane to będzie to największą tragedia chyba od elekcji Augusta II Mocnego.

Już dziś zapiszmy sobie to najlepiej na nadgarstkach naszych dłoni, i to w miejscach w których tatuowano numery obozowe jak na przykład mojemu świętej pamięci dziadkowi, który powtarzal, aby nigdy nie zapomnieć krzywd wyrządzonych przez wrogów, ale i który zarazem kazał się za nich modlić, aby nigdy nie zapomnieć że to od nas zależy jakę sobie Polskę sprawimy.

Dlaczego o tym tak ostro pisze?

Bo jeśli my o tym zapomnimy to nasi wrogowie na pewno nie bo doskonale wiedza jak ważne są to wybory i zrobią wszystko, aby wykorzystać ten dziejowy moment, aby osłabić naszą podnosząca się z kolan Ojczyznę, i nie mowie tu tylko o Rosji…

Jak mówią Chińczycy: w każdym zagrożeniu jest szansa…

Nie będę się teraz rozpisywał na temat liderów narodowców, bo poza paroma wyjątkami, uważam że dużo jeszcze musza się niestety uczyć, w szczególności rozróżniania teorii od polityki.

Mam jednak wielką nadzieję że wykażą podobną roztropność i rozsądek jak w negocjacjach z rządem przy okazji tegorocznej zadymy z marszem niepodległości…

…i zamiast w pysze niszczyć to… w pokorze pomogą budować…

Albo jesteśmy świadomymi polakami i katolikami, owieczkami dających się prowadzić do prawdziwego szczęścia przez Naszego Pana, albo stadem ogłupiałych i narcysystycznych baranów, których szatan chętnie poprowadzi na rzeź i wieczne zatracenie…

Sprawa jest najwyższej wagi, chodzi nie tylko o kwestię życia i śmierci, ale przede wszystkim o to, czy Polska przetrwa, a już o rzeczy najważniejszej, czyli kwestii wiecznego potępienia lub zbawienia nie wspomnę…

Tyle w części pierwszej w której starałem się zarysować nasze obowiązki militarne i polityczne. W kolejnej poruszę równie ważne, jeśli nie nawet wazniejsze, czyli te kulturowe i religijne.

Jeszcze raz na koniec:

Pamiętajmy nie dajmy się wciągnąć w nie naszą wojnę i nie popełnijmy “pięknego samobójstwa”!

Jeśli podejmiemy złe decyzje, to jest wielce prawdopodobne, że nie tylko nikt nam już żadnej kolejnej szansy nie da, ale bardzo możliwe, że nie będzie nawet już komu ich dla prawdziwego interesu naszej najjaśniejszej Ojczyzny podejmować…

A teraz głowa kochani do góry i z Bogiem!

01-06.01.2019, Tomasz Stachura

OBRAZEK WYRÓŻNIONY: Jan Matejko – Polonia – Rok 1863 – Muzeum Książąt Czartoryskich, Kraków

Dodaj komentarz