Dlaczego nie daję na WOŚP

DZIECINNE SERCE

Moja kochana mama ma w pudełku z pamiątkami laurkę, którą zrobiłem dla niej, jak miałem jakieś 10 lat. Na laurce tej narysowałem duże czerwone serce i napisałem, jeśli dobrze pamiętam: „Wielka Orkiestra uzbierała już ponad 1000000000 złotych!”. Narysowałem na niej bodajże jeszcze jakiegoś ludzika, jakieś kwiatuszki i chyba wóz strażacki. Niestety nie pamiętam dokładnie… będę musiał tę wspaniałą laurkę w jakiś wolny dzień odszukać.

Jako wciąż w sumie dziecko chciałem po prostu mojej ukochanej mamusi napisać coś miłego i podzielić się czymś dobrym, ale jako już w sumie prawie młody chłopiec, chciałem także w jakiś sposób zabłysnąć, na przykłąd tym jak już dużo wiem o tym co się dzieje ważnego na świecie.

Dziś jestem dorosłym mężczyzną, mężem i tatusiem. Mam cudowną żonę, bo, między innymi, nauczyłem się kochać… mądrze. Mam cudowną i jak mówią inni, dobrze wychowaną, przebojową, ale i bardzo mądrą jak na swój wiek córeczkę, bo staramy się z żoną poświęcać jej nie tylko jak najwięcej czasu, ale przede wszystkim serca oraz uwagi, ale jednocześnie nie pozwalając wejść sobie „na głowę”.

Gdy patrzę na inne dzieci oraz innych rodziców to bardzo często widzę ojców, którzy dla „świętego” spokoju pozwalają, aby ich dzieci nie były wychowywane, ale hodowane, przez to, co na przykład codziennie po kilka gozin zobaczą i usłyszą w telefonie, tablecie czy na komputerze. Widzę też matki, które, i to jest wina także ojców, nie wychowują, a zagłaskują swe pociechy, często pozwalając im na wszystko, włącznie właśnie z wchodzeniem sobie na głowę.

Jeśli naprawdę zależy Ci na drugiej osobie, to nie zostawiasz jej samej sobie, nie pomagasz „na odczep” raz za czasu, i to mając najczęściej tylko i wyłącznie swój interes na myślie, ale pomagasz codziennie, wspierasz nie tylko dobrym słowem, płakaniem i cieszeniem się z tą osobą, ale przede wszystkim musisz być z nią szczery, tak że gdy widzisz, że robi coś złego, to upominasz i pouczasz bo… naprawdę chcesz dla tej osoby dobrze.

Dlatego dziś pragnę się z Wami kochani podzielić moimi przemyśleniami na temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz tym, co ta fundacja, oraz jej lider tak naprawdę robi, oraz wyjaśnić, dlaczego już od dawna nie wspieram tej inicjatywy.

O CIĘŻKO ZAPRACOWANYCH PIENIĄDZACH

WOŚP zbiera pieniądze na szeroko pojęte cele związane ze zdrowiem, wspierając chyba głównie polską służbę zdrowia. Mogę się oczywiście mylić, i są jeszcze jakieś inne medyczne organizacje, na które idą te pieniądze. Ważne jest to, że zebrane pieniądze idą na wszelkiego rodzaju leczenie, usługi czy sprzęt medyczny.

Każdy z nas ceni sobie zdrowie i chce być zdrowy. Więc któż by nie dał choremu nawet i paru groszy, aby ten wyzdrowiał, albo nie cierpiał? No chyba tylko jakiś zawistnik albo niesamowity egoista. Czyż nie?

Do tego, większość z dorosłych ludzi w naszym kraju wie, w jakim stanie jest owa służba zdrowia, więc tym bardziej, jeśli ktoś poprosi, a tym bardziej jak inni będą też dawać, to każdy coś rzuci.

Zadajmy sobie jednak kochani proste pytanie?

Czy gdybyśmy mieszkali w małym bloku i mielibyśmy na wszystkich jedną pralkę, do której przychodziłby co jakiś czas jakiś smutny facet, któremu regularnie dajemy pieniądze na jej naprawdę, i oprócz tego faceta, przyszedłby do nas inny, nawet całkiem fajny, bo zabawny i uśmiechnięty koleś, i poprosił nas też o pieniądze na naprawdę tej pralki, dodając do tego, że inni sąsiedzi już też dali.

Czy dalibyśmy mu też nasze ciężko zapracowane pieniądze?

Na pewno jakaś stara wdowa z dobrym sercem by dała. Dałyby też dzieciaki, jeśliby oczywiście w zamian dostały cukierki albo baloniki. Oczywiści nie swoje a swoich rodziców pieniadze. Nawet i paru dorosłych ludzi dorzuciłoby się, bo najzwyklej w świecie baliby się, że ktoś będzie im wytykał, że akurat oni się nie dołożyli, a wszyscy dali na ten słuszny cel.

No, ale chwileczkę?!

Przecież co roku dajemy takiemu jednemu smutnemu gościowi, co tu przychodzi, aby ją naprawiał. No to co, mamy jeszcze raz dawać?

Może i porównanie nie jest doskonałe, ale wyobraźcie sobie, że pralka to służba zdrowia, pieniądze, które dajemy to składki które co roku przecież płacimy, koleś, który je bierze to nasze państwo, a ten fajny i zabawny koleś to… no właśnie!

Teraz wielu pewnie powie: no ale jaka znowu wspólna pralka człowieku, każdy z nas ma swoją pralkę i se kupujemy nową jak się zepsuje stara i tyle.

Chwileczkę!

No to niech zamiast pralki będzie na przykład… parking przed blokiem.

Czy dalibyście nań swoje ciężko zarobione pieniądze tylko kolesiowi z urzędu, czy też jeszcze jakiemuś drugiemu?

No właśnie!

Jeśli służba zdrowia pomimo tego, że płacimy na nią w cholerę pieniędzy, a wciąż musimy stać w kolejkach, źle funkcjonuje, to trzeba ją naprawić lub zmienić, a nie dopłacać do niej i to jeszcze choćby nie wiadomo jak fajnemu kolesiowi, który jest taki super i wszyscy go kochają, i w ogóle jest normalnie jak jakiś świecki „święty” – co nie?

A czym jest wyciąganie od ludzi drugi raz pieniędzy na to, na co już raz dali?

Odpowiedź jest prosta: oszustwem.

O FAŁSZYWEJ JAŁMUŻNIE

WOŚP przyzwyczaja i uczy ludzi pomocy od „święta”. Znanym w psychologii jest zjawisko pomagania co jakiś ustalony czas, nie, aby pomóc, ale by przede wszystkim zaspokoić głos swojego „sumienia”. Wielu ludzi, w szczególności na zachodzie, właśnie na tej zasadzie, „zaspokaja” a tak naprawdę zagłusza głos swego sumienia, które domaga się pomagania innym, a nie tylko myślenia o sobie, wybierając sobie jakaś tam fundację, na przysłowiowe „biedne dzieci w Afryce” pozwalając na to, aby co miesiąc z ich konta ściągane było, na przykład… 10 dolarów.

Do czego to prowadzi?

Prowadzi to do tego, co dookoła widzimy, czyli znieczulenia a wręcz wstrętu przed pomaganiem osobom biednym, chorym, brudnym, kalekim itd. Przesłanie czy wrzucenie kilku złotych na konto lub wrzucenie do puszki nie wymaga spojrzenia bezdomnemu w twarz a tym bardziej na przykład podania mu ręki już o podmywaniu nie wspominając. Jestem przekonany, że każdy z was, a właściwie nas, bo ja sam takie coś często czuję, brzydzi się podać rękę bezdomnemu, gdy ten prosząc o parę groszy, wyciąga do nas swoją… prawicę (fe! cóż za straszne „faszystowskie” słowo).

Ale przecież nie musi to od razu być bezdomny.

Ilu z nas pomaga sąsiadce, która od kilku lat żyje sama, a którą widujemy tylko, gdy wychodzi ze swoim pieskiem na spacer i akurat musimy z nią jechać windą bo nie udało nam się przed nią ucieć? Ilu z nas, kiedykolwiek pogadało z jakimś żulem, który nas zagadał, gdy siedzieliśmy z kolegami czy dziewczyną na ławce? O tym ilu z nas kiedykolwiek choć raz w życiu pomagało w hospicjum nie wspomnę…

Przecież wygodniej jest właśnie przesłać parę zeta na konto sms-em lub wrzucić piątkę do puszki i mieć… „święty spokój”…

No właśnie…

O skomercjalizowaniu tego fałszywego „miłosierdzia” i fałszywej “jałmużny” nawet nie wspomnę.

I W KOŃCU O NAJWAŻNIEJSZYM, CZYLI O DEMORALIZACJI SPOŁECZEŃSTWA I SZERZENIU ANTYKULTURY

WOŚP to nie tylko wydarzenie, które odbywa się w styczniu. WOŚP to także cała masa innych inicjatyw w tym, przede wszystkim tzw. Przystanek Woodstock.

Tak jak już wspominałem, jeszcze będąc małym chłopcem, wspierałem WOŚP. Jeszcze w liceum nie widziałem w tym nic złego, ba! nawet chodziłem ze znajomymi z puszką stawając głównie przed kościołami bo tam najwięcej można było uzbierać. Jednak w miarę jak zacząłem dorastać i interesować się już nie tylko samym sobą, ale tym, co dzieje się dookoła mnie, zacząłem dostrzegać pewne mechanizmy, które zachodzą dookoła nas, a których większość niestety ludzi, w ogóle ich nie widzi lub nie chce widzieć. Zacząłem interesować się historią, filozofią, psychologią, polityką i kulturą.

Od zawsze lubiłem rysować, czytać i nawet pisać wiersze, lubiłem śpiewać i grać i nawet grałem lub śpiewałem w kilku zespołach rockowo-metalowych. I choć byłem na dziesiątkach koncertów i imprez to gdy moi znajomi w liceum zaczęli jeździć na Przystanek Woodstock, coś mi w tym od początku śmierdziało.

Nie coś, a jedna konkretna rzecz… syf.

I nie chodzi mi tu tylko o to już „legendarne” błoto, ale o syf w duszach i w relacjach ludzi, którym się to podobało.

Nie jestem święty i swoje niestety w życiu nagrzeszyłem, ale od samego początku zawsze pragnąłem znaleźć idealną, tą jedną i jedyną miłość. Moja tak zwana „dusza artystyczna” zawsze pragnęła czegoś prawdziwie pięknego, czegoś głębszego, czegoś czystszego… Dlatego nigdy nie podobała mi się muzyka, która leciała w radio a sięgałem po takie na przykład zespoły jak Pink Floyd, Smashing Pumpkins czy Type O Negative. Pewien romantyzm, i owszem pewien mrok, który odnajdywałem w tekstach i muzyce tych i podobnych zespołów był o czymś więcej niż tylko nawaleniu się, przeleceniu jakiejś cycatej panienki, byciu „cool” i „trendy” i wiecznym nicnierobieniu. Dlatego chyba, jako też jedyny w klasie chłopak, sięgałem też po poezję Mickiewicza, Norwida czy prozę Bułhakowa. Interesowałem się również teatrem i filmem, no i oczywiście uwielbiałem spacery po lesie i wampiry.

Dlaczego o tym wszystkim piszę?

Co to ma wspólnego z WOŚP?!

Bo moi koledzy i niestety także koleżanki chcieli jechać na Przystanek Woodstock tylko po to, aby z kimś się wymacać lub przespać, posłuchać byle jakiej tak naprawdę muzyki, byleby tylko było fajnie, zjarać się jakimś gównem, aby „odlecieć” i na koniec najlepiej wytarzać się w błocie, aby oczywiście potem wszystkim znajomym się tym „arcywolnym” aktem pochwalić…

Można powiedzieć, że to, co mnie uratowało to właśnie, to że miałem… wyższe wymagania, i nieważne czy była to uroda, czy charakter dziewczyn, czy poziom językowy czy też głębia jakiegoś wiersza.

Nie będę już was tym zanudzał, ale tylko wspomnę, że dziś do tego całego gówna dodano opaski, ogrodzenie, plastikowe kufle, wykłady promujące herezje i seanse kinowe pod gołym niebem, podczas których puszczane są filmy na przykłąd o tym jak to fajnie jest być… zawodowym graczem gier komputerowych albo „influencerką”.

Może dla was to nic takiego, ale dla mnie jest to hodowla „nowego”, „lepszego”… „człowieka”. Wszystkie warunki jak na przykład przy hodowli świń są tu spełnione. Nawet są plastikowe kufle, aby tak potrzebne na ubój świnki… nic sobie nie zrobiły… przed tym oczywiście jak je przerobimy na to co chcemy.

Choć rzadziej, ale nadal słucham ostrej muzyki, ba! nawet ją komponuję! Ale to dzięki Bogu i Kościołowi, tak… Kościołowi Ka-to-li-ckie-mu, udało mi się wydostać z tych wszystkich pułapek, które zastawiane są na młodych ludzi, choć w dzisiejszych czasach już nawet nie tylko młodych. I mam to na sobie „przetestowane” i nikt mnie już nie okłamie, że wiara nie pozwala, będąc tak naprawdę jedyną drogą, wydostać się z pułapek tych niezliczonych wręcz herezji i ideologii zła.

Ja się z tego wydostałem, dlatego tym bardziej nie chcę, aby mój syn wpadał w te same pułapki i na przykład jechał sobie na taki Przystanek Woodstock z kolegami, bo tam łatwiej jest zaliczyć sobie jakąś panienkę. Nie chcę by był bezmyślnym i niedowartościowanym klaunem bez charakteru i kręgosłupa moralnego, który jedyne czym może zaimponować dziewczynie to samochód od taty, czarny humor, który potem z wiekiem przeradza się już w tylko tchórzliwy sarkazm, czy jakaś „zajebista” dziara lub super dredy.

Tym bardziej nie chcę, aby moja córka szukała na czymś takim jak Przystanek Woodstock swojej prawdziwej miłości i wróciła w najlepszym wypadku tylko zapłakana, jeśli nie wiecznie zraniona, bo jakiś cwaniak z niesamowitym uśmiechem i ze szpanerskim zegarkiem z tombaku wymacał ją lub po prostu zgwałcił, bo jej głupie koleżanki śmiały się z niej bo same przecież już dawno pozbyły się tego „balastu” jakim jest… najwiekszy skarb kobiety.

Chce, aby mój syn był i do tańca i do różańca. Chcę, aby umiał i wytańcować porządnie na drewnianym parkiecie jakiejś wiejskiej potańcówy jakąś miłą dziewczynę i aby umiał jakiemuś cwaniakowi, który buja się samochodem swojego tatusia, dać elegancko w mordę, gdy ten na to zasłuży. Co więcej, chcę, aby potem jeszcze poszedł się za to wyspowiadać nawet jeśli miał rację.

Chcę, aby moja córeczka spotykała się w kawiarniach z koleżankami, opowiadając o tym, jak dostały ręcznie pisany list od jakiegoś chłopaka, który podpisał się tylko inicjałami. Chcę, aby w przerwie projektowania i robienia sobie sukienki tańczyła z manekinem krawieckim do pięknych walców wyobrażając sobie, że tańczy pierwszy taniec ze swym mężem. I może i nawet być lokalnie sławną piosenkarką, lokalnie powtarzam, która śpiewa na pikniku parafialnym swe poezję dodając nadzieji innym ludziom.

Przede wszystkim jednak chcę, aby mieli wysokie wymagania, przede wszystkim w miłości. Chcę, aby tak jak moja żona i ja wymodlili sobie dokładnie swojego męża i żonę, bo chce, aby byli prawdziwie szczęśliwi, mieli gromadkę dzieci i byli dobrymi polakami katolikami.

Wiem, wiem, wielu zrazi ten „wstrętny” katolicyzm. Przecież można być dobrym człowiekiem nie będąc katolikiem! Szczerze? No właśnie…

No nic, ja mogę Wam tylko powiedzieć, że tylko powrót do wiary i Kościoła Katolickiego sprawił, że jestem naprawdę szczęśliwy… nawet jeśli mam bardzo często posępną twarz i mało się uśmiecham.

Tylko dzięki wierze katolickiej potrafię dostrzec tak na prawdę prawdziwe zagrożenia dla siebie i innych, którymi dzień w dzień jesteśmy bombardowani.

No cóż… polecam…

I NA KONIEC… NIE UFAM LUDZIOM Z PODEJRZANĄ LUB NIECHLUBNĄ PRZESZŁOŚCIĄ

Na koniec argument najczęściej używany, ale ja go zostawiłem na koniec, bo choć to wszystko logiczną konsekwencją, jest on najmniej w tym wszystkim tak na prawdę, przynajmniej w tym teście, ważny.

Żyję już trochę na tym świecie i nie tylko trochę już zaobserwowałem, ale sam na własnej skórze przekonałem się czym jest marksizm, komunizm, PRL i czym na przykład był taka… Milicja Obywatelska.

Dlatego tym bardziej nie ufam kolesiowi, o którym wielu nie tylko pisze, krytykuje podając konkretne dowody, ale i wygrywa przeciw niemu sprawy w sądzie, dowodząc, że prowadzi on jakieś niejasne i szemrane interesy. I tu tylko sprawy toczą się o pieniądze, a co z całą demoralizacją? Kto rozliczy WOŚP za spustoszenie jakie wnosi w życie nasze i naszych dzieci?!

A już o jego ojcu, który nie tylko pracował w MO, ale jak ponoć wynika z dokumentów IPN, był człowiekiem, który żywił szczególną niechęć do Kościoła Katolickiego, nie wspominając…

Nie wspieram WOŚP, bo nie chcę, aby ludzie byli tak naprawdę podstępnie okradani.

Nie wspieram WOŚP, bo nie chcę, aby szerzyła się antykultura i ideologie zła, które demoralizują społeczeństwo a w szczególności nasze dzieci, niszcząc polską tradycję i kulturę.

I na koniec, nie wspieram WOŚP, bo nie ufam ludziom, którzy są podejrzani o jakieś brudne interesy i których rodzice byli związani ze starym systemem.

Pamiętajcie, że diabeł zawsze małpuje Pana Boga. Dlatego nie dawajcie się nabrać na te wszystkie fajowskie i piękne słówka, na te wszystkie nawet i najprawdziwsze, ale wykorzystywane, biedne oczka, na tę wspólną niby akcję i w końcu trochę może szaloną, ale „niewinną” przy tym zabawę.

Diabeł praktycznie nigdy nie pokazuje nam jaki naprawdę jest. Zawsze kryje się za jakimś dobrem, wykorzystując je do… strasznego zła.

Pomagaj, ale mądrze!

Dziękuję za wszelkie wsparcie i zapraszam na powiązane z moim blogiem konta w mediach społecznościowych:

Z Bogiem i króluj nam Chryste!

7-11.01.2019, Tomasz Stachura

OBRAZEK WYRÓŻNIONY: Kolekcja prywatna.

 

Dodaj komentarz