Stan Rzeczypospolitej na 100-lecie odzyskania Niepodległości | Kultura | Język (cz.1)

Kochani bracia i siostry,

Dziś mam dla Was kolejny artykuł z serii o kondycji naszej Ojczyzny na tę 100-letnią rocznicę odzyskania przezeń Niepodległości.

Tym razem tematem będzie nasza kultura, a dokładniej rzecz absolutnie dla niej fundamentalna, czyli… język, którym się dziś, my Polacy posługujemy.

Gotowi?

No to zaczynamy!

Zadajmy sobie na sam początek proste pytanie: jak dziś mówimy?

Chyba każdy zgodzi się, że mówimy szybko – czyż nie?

Jak jeszcze mówimy?

Myślę, że większość z nas zgodzi się, że mówimy raczej krótkimi zdaniami, zwięźle i raczej skrótowo, bez „zbędnych” słów, aby było… łatwiej i szybciej.

Prawda?

A gdzie się tak mówi?

Ktoś ma jakiś pomysł?

Na razie Wam nie powiem.

No dobrze, a czy używamy grzecznościowych zwrotów?

Nie no… po co!

Przecież rano, gdy się spieszymy, to przemykamy szybko między ludźmi, a nie za każdym razem używamy tego uwłaczającego „przepraszam”. Nikt mnie nie przeprosił to, co ja będę?!

A gdy potem spóźnieni i tak przychodzimy do pracy i zobaczymy te same twarze to, co najwyżej coś tam wybąkniemy, a nie będziemy przecież używać jakiegoś tam „wieśniackiego” „dzień dobry” i to jeszcze do wszystkich.

W sklepie, gdy tylko zostanie otwarta druga kasa, to „po trupach” wbijamy się przed innych udając, że niby nic nie widzimy, bo nie stać nas na zwykłe „proszę” i najzwyklejsze ludzkie ustąpienie w kolejce, tak jakby te zyskane 5 minut miało nas zbawić…

A po powrocie z pracy w końcu do domu często nie chce nam się już nawet wydobyć „kochani wróciłem!”, bo… wielu z nas nie ma żon czy mężów ani dzieci…

I tak dzień w dzień, z głowami spuszczonymi „na ścięcie”, czy to w pracy, czy w pociągu, czy w autobusie, wlepieni w ekrany „smart” phone-ów, klikamy w setki mem-ów, obrazków, durnych filmików nie odzywając się do osoby siedzącej na siedzeniu… obok, aby wymienić z nią choć jedną myśl…

No dobrze, ale czy my w ogóle przekazujemy sobie jakieś myśli, czy raczej jakieś tylko takie „oznajmienia”?

Przecież codziennie w sumie czytamy i wymieniamy te same tak naprawdę „informacje”!

Co najwyżej co jakiś czas wylejemy z siebie wiadro frustracji w komentarzu pod jakimś wpisem, rzucając słowa tak naprawdę w eter, bo przecież nie kierujemy ich w większości do żadnej sprecyzowanej osoby…

No dobrze, ale przecież czasem zdarza nam się pogadać przy kawie z kimś – no nie?

Przecież gadamy o tym, jak byliśmy za granicą na wakacjach, o nowym modelu samochodu czy tej nowej kiecce, która jest przeceniona?!

W porządku, ale czy nie jest to tylko przekazywanie informacji?

Czy gadając po raz setny o zakupach lub samochodach przekazujemy jakąś w ogóle myśli bądź uczucia, czy raczej wymieniamy się tylko informacjami jak cena sukienki, czy czas, w jaki samochód przyśpiesza do setki i co najwyżej dodamy, że nam się ta kiecka podoba albo, że inny samochód jest szybszy?

To nie jest rozmowa!

To jest dokładnie tak, jakbyście byli tylko porównywarkami cen w internecie… no…ewentualnie jeszcze komentarzami w opiniach…

Ostatnimi razy, chyba z pół roku temu, posłyszałem młodą osobę, która rzeczywiście mówiła tak, że słychać było, że wyraża swoje zdanie, że coś przemyślała i że doszła do jakichś wniosków, i nie była to rzecz materialna.

Jeden młody chłopak z liceum na pół roku tysięcy nastolatków, których mijam w pociągu czy na ulicy, czy potem widzę w mediach społecznościowych, gdy chodzę na internet.

Jeden chłopak…

Przepraszam… jeszcze przypominam sobie jedną dziewczynę, która opowiadała koleżance o tym, jak zrozumiała, że tak naprawdę to zawdzięcza babci poczucie smaku…

Oczywiście trochę przesadzam.

Pewnie pojawi się od razu wielu, którzy powiedzą, że przecież wielu ludzi rozmawia na poważne tematy.

Zapewne mają rację, ale czy na pewno to my rozmawiamy na tematy, czy może…

Odnoszę wrażenie, że zostaliśmy tak już w znakomitej większości sformatowani, że mało kto już dziś tak naprawdę wyraża swoje zdanie, do którego doszedł, zadaje swoje pytania, które sam wytworzył w swojej głowie, a tak naprawdę 90% społeczeństwa powtarza tylko i wyłącznie jakieś kalki czyichś myśli używając zasłyszanych zwrotów bez jakiegokolwiek przetworzenia ich przez swój umysł…

W sumie… to w dzisiejszych „postępowych” czasach przyjmujemy, żeby nie powiedzieć, że jesteśmy atakowani, bo od razu odezwą się jacyś obrońcy postępu, pewnie milion razy większą ilością informacji niż ludzie żyjący jeszcze 100 lat temu.

Nie jest tak?

Niegłupim byłoby więc postawienie pytania, czy sytuacja ta nie jest między innymi spowodowana właśnie zbyt dużą ilością informacji…

Na pewno tak jest.

Tak jak w przypadku komputerów, które zresztą zaprojektowane są na nasz wzór, gdy włączymy zbyt dużo programów, zawieszają się…

No dobrze, ale miało być o języku!

Od czasu do czasu piszę jeszcze listy nie tylko dlatego, że lubię, ale także, aby ćwiczyć się w wyrażaniu właśnie swoich myśli, czy uczuć.

Ilu ludzi dziś pisuje listy?

No ilu?

No właśnie…

Kiedy ostatnio napisałeś list do swojej dziewczyny?

Kiedy po raz ostatni, jeśli w ogóle, napisałaś list choćby do swej przyjaciółki, która wyjechała za granicę?

Przecież każdy, przepraszam, cham i prostak nawet wie, że ręcznie nawet nagryzmolony list jest bez porównania lepszy niż jakiś bezpłciowy e-mail czy SMS…

Ileż kobiet dziś gdzieś w głębi marzy, aby w końcu ich maż choć raz w życiu napisał do nich list… i nie mówię tu o jakiś „eterycznych” romantyczkach, ale o każdej kobiecie.

Zamiast tego mamy prostackie odzywki, zdawkowe SMS-y, wulgarne „rozmowy” na chat-ie itp.

Nie jest to jednak wina kobiet.

To, że nastolatki wyrażają się dziś w sposób gorszy niż zwykłe chamy na budowie, to nie jest wina kobiet.

Ba!

Świętej pamięci profesor Wolniewicz wspominał w jednym ze swoich wykładów, że za jego czasów nie było do pomyślenia, aby tzw. zwykły robol zachował się wulgarnie, gdy przechodziła obok budowy jakaś kobieta… Spuszczali oczy i mówili ładnie „dzień dobry Pani”… co najwyżej potem mówiąc do kolegów: „ale kobita…”

A dziś?

Nie będę przytaczał przykładów…

Tak jak napisałem w jednym z moich „mem-ów”, jedną z przyczyn upadku dzisiejszego świata jest fakt, że mężczyźni nie umieją nawet napisać listu, a tym bardziej wiersza…

Ba! Nie umieją nawet wymyślić lub powtórzyć dobrego toastu na przykład takiego:

„Ponoć sto tysięcy kosztował, ja bym dwakroć łożył, by Stanisław skamieniał, a Jan Trzeci ożył!”

„Zdrowie Jana Trzeciego!”

Jak myślicie, dlaczego tak wiele kobiet zamienia się w zidiociałe feministki?

No przecież chyba nie przez zasypanie wierszami i listami?!

Koniec części pierwszej. Część druga w niedzielę!

Z Bogiem!

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, nasz jedyny Zbawiciel!

4-6.03.2019, Tomasz Stachura

OBRAZEK WYRÓŻNIONY: Księga henrykowska

Dodaj komentarz