W obronie Papieża Franciszka (cz.1)

Kochani Bracia i Siostry,

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, nasz jedyny Zbawiciel!

Dziś poruszę niezmiernie ważny temat, dlatego już teraz, na samym początku, bardzo mocno Was proszę, aby każdy z Was przeczytawszy ten tekst, sam potem na spokojnie przemyślał całą sprawę oraz sam wyciągnął wnioski, dzięki którym, daj Boże, przynajmniej w jakimś stopniu uda nam się ograniczyć całe to szaleństwo.

Tytuł już znacie, więc wiecie, o czym mniej więcej będę pisał.

Sprawa jest najwyższej wagi i żaden Katolik nie może przejść wobec niej obojętnie!

Gotowi?

No to zaczynamy!

Jak każdy z Was z pewnością zdołał już dawno zauważyć, Papież Franciszek, nasz Ojciec Święty, niemalże codziennie jest za coś atakowany.

Co chwila wybucha jakiś nowy „skandal” lub pojawia się jakaś kontrowersja.

Papieża atakują siły jawnie wrogie Kościołowi, czyli te z szeroko pojętej „lewej strony”, które obok bezpośrednich ataków równolegle również oczywiście stosują stare sprawdzone techniki, sięgając po perfidne kłamstwa, przeinaczenia czy niedomówienia a wszystko po to, aby albo zniszczyć zaufanie wśród ludzi do Ojca Świętego i Kościoła, albo wykorzystać Go do swoich własnych, a tak naprawdę szatańskich celów.

Nie powinno nas to jednak dziwić, bo jest to logiczne i zrozumiałe, że wrogowie atakują.

Mam nadzieję, że każdy z Was jest doskonale świadom tego, że diabeł nawet najpiękniej i najzacniej brzmiące słowa, najwspanialsze czyny czy gesty potrafi wykorzystać do swoich celów.

Ale Papież Franciszek nie jest atakowany dziś tylko przez owych wstrętnych „lewaków”.

Coś niezwykłego i na pierwszy rzut oka wręcz dziwnego dzieje się po tej „drugiej stronie”…

Okazuje się, że Papież atakowany jest również ze strony… „prawej”, czyli tej, która zdawałoby się, powinna przecież być po Jego stronie…

Często równie silne lub wręcz nawet ostrzejsze ataki, tylko po prostu z „przeciwnie” zwróconym wektorem, idą w dużej mierze właśnie z tej strony, która nie tylko nazywa siebie „prawicową”, ale i deklaruje, że robi to wszystko tylko i wyłącznie oczywiście z troski o Kościół…

Nie lubię tego całego podziału na lewą i prawą stronę, bo moim zdaniem jest nieprecyzyjny, ale przynajmniej, w tym wypadku, dzięki niemu widać przynajmniej, że Papież atakowany jest z obu stron.

Czy to nie dziwne, że do tego obie tak naprawdę mówią, że robią to dla „dobra” Kościoła?

Przypomnijmy sobie kim jest diabeł?

Jest pierwszym oskarżycielem, pierwszym kłamcą, pierwszym, który skłóca…

Czy Pan Jezus nie był w swych czasach podobnie atakowany przez ówczesną „lewicę” i „prawicę”, ówczesnych „liberałów” i „radykałów”?

Pamiętajmy, że dla diabła nie jest rzeczą trudną, aby tak przygotować sobie konflikty, tak ustawić strony i tak nimi kierować, aby gdy wydaje się nam nawet, że jesteśmy po tej „prawej” stronie, tak naprawdę okazało się, że w gruncie rzeczy nie jesteśmy już po stronie… Pana Boga…

Czyż nie jest tak?

Prawda przecież nie leży po jednej czy drugiej stronie, po lewej czy prawej, ale leży tam gdzie leży!

Nie przypadkiem słowo „prawy” i słusznie jeszcze dla wielu kojarzy się pozytywnie, a słowo „lewy” negatywnie.

Jeszcze przynajmniej przez jakiś czas tak będzie, ale już chyba niestety nie za długo, bo neomarksiści dwoją się i troją, aby obalić panujący porządek i na tym polu, sięgając po uporczywe wręcz narzucanie „nowej mody” pisania lewą ręką, ale i choćby sprytne i na pozór niewinne i niezwiązane inne techniki jak choćby promocja przezwiska pewnego znanego piłkarza…

Tak à propos, przypatrzcie się następnym razem jednemu czy drugiemu znanemu „lewakowi” a szybko zauważycie, że znakomita większość z nich pisze właśnie… lewą ręką…

Przypadek? Oczywiście, że nie.

Wróćmy jednak do tematu.

Papieża, atakują nie tylko więc „lewacy” czy „prawicowcy”, ale młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni, mięsożerni i wegetarianie, wysportowani i niewysportowani, robole i adwokaci no i w końcu wierzący i niewierzący…

Doszło już do tego, że w tych upadłych czasach Ojca Świętego śmie dziś już atakować byle „dresiarz”, „niunia” czy zwykły zarobas, który myśli, że jak ubierze okularki znanej firmy, to nikt już nie zauważy, że nie tylko nie puka, wchodząc do publicznej toalety, ale i że osikuje deskę, jeszcze potem po sobie nie spłukując, ale przede wszystkim, który nie ma pojęcia o tym, co tak naprawdę dzieje się na świecie, na czym polega rzeczywista polityka i który nawet w najmniejszym stopniu nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić, jak wielka walka pomiędzy dobrem a złem toczy się nie tylko tuż obok niego, ale również na najwyższych szczeblach zarówno gabinetów politycznych, jak i w samym Watykanie.

Nie musi od razu być to oczywiście tylko walka armii przeróżnych agentów, którymi z pewnością infiltruje się Kościół Katolicki na wielu płaszczyznach, ale walka wewnętrzna w samych księżach, biskupach czy kardynałach i w końcu, a wręcz w szczególności, w samym Ojcu Świętym.

Tam, gdzie działa największe dobro, tam też działa największe zło… pamiętajmy.

Nie przypadkiem przecież Papież prosi nas niemalże za każdym razem, abyśmy się za Niego modlili.

Jeśli chcesz, choć odrobinę poznać realia tej walki to polecam Ci posłuchać, co o tych sprawach mówi na przykład sam jałmużnik Ojca Świętego kardynał diakon Konrad Krajewski…

To, że dziś byle kto śmie drwić nawet z Głowy Kościoła, jest nie tylko oczywiście konsekwencją zniszczenia poszanowania autorytetu jako takiego w ogóle, ale i m.in. efektem nieustannego nakręcenia powszechnego cwaniactwa oraz przekonania o nieomylności i wszechwiedzy wśród ludzi, a które to pieczołowicie w ostatnich dziesięcioleciach przeprowadzili i wciąż przeprowadzają na każdym kolejnym pokoleniu nie tylko w Polsce, bo tak naprawdę prawie na całym świecie… pomocnicy diabła na Ziemi…

Słyszałem nawet o przypadku, w którym chyba nawet jakiś dziennikarz zapytał wprost Papieża Franciszka czy Ten nie jest Antychrystem!?

To tak jakby rodzoną matkę swoich dzieci zapytać, czy rzeczywiście jest ich matką, bo chodzą słuchy, że ponoć to nieprawda…

Nawet biskup Richard Williamson, który jest wielkim krytykiem Rzymu, nigdy w ten sposób nie śmiał nazwać Ojca Świętego, a już o użyciu jakiegokolwiek obraźliwego epitetu nie mówiąc, a tylko parę razy bardzo delikatnie nadmienił, że rozumie, że przy panującym tak wielkim zamęcie, wierni rzeczywiście mogą powątpiewać czy Papież jest Papieżem. Sam jednak zawsze podkreśla, że ciągle i nadal uważa, że, czy to Jan Paweł II, czy Benedykt XVI, czy w końcu Franciszek byli i są pełnoprawnymi Papieżami…

A tymczasem miliony ludzi na świecie, a w tym ogromna liczba uważających się o zgrozo za chrześcijan, mówiąc kolokwialnie, „jedzie” sobie jak chce po Ojcu Świętym…

Ponieważ już każdy dookoła zdaje się wpadł, choć odrobinę w to szaleństwo i nikt praktycznie, a w szczególności przynajmniej wśród świeckich, nie staje w obronie Ojca Świętego, to choć jestem świadom swej niewiedzy i ułomności, postanowiłem na miarę swoich możliwości postarać się obronić Ojca Świętego i na tyle na ile potrafię spróbować odeprzeć choćby tych kilka z tych najczęściej powtarzających się zarzutów, jakimi się Go obarcza…

Jednym z najczęstszych jest Jego rzekome „poniżenie się” przed Muzułmanami…

Właściwie to największe ataki rozpoczęły się właśnie po tym słynnym już wydarzeniu obmycia stóp na uroczystość Wielkiego Czwartku w 2016 roku.

W czasie mszy w geście symbolizującym pokorną służbę i uniżenie Papież Franciszek umył stopy jedenastu uchodźcom w tym trzem muzułmanom i hinduiście.

Z tego powodu miliony „chrześcijan” i „katolików” na świecie nazwało go… „zdrajcą”…

Aby od razu zbić ten atak zadajmy sobie jedno proste pytanie:

Czy dla przykładu taki Święty Tomasz Apostoł, który, jak mówi tradycja, głosił Słowo Boże na wschodzie wśród Partów, Persów, czyli na terenie obecnego Iranu i który dotarł jeszcze potem aż do Indii, ewangelizował tylko… chrześcijan?

Przecież to nielogiczne.

Czy Pan Jezus przemawiał do lub uzdrawiał tylko żydów?

No właśnie…

Czy nazywanie więc tego wspaniałego gestu, zrozumiałego przecież przez każdego normalnego człowieka, a nazywanego przez „prawicową” stronę „zdradą” lub „poniżaniem się” przed Muzułmanami nie jest tak naprawdę zwykłym… kłamstwem?

A robią to liczne „autorytety” także z szeroko pojętej „prawej” strony, i to te które uchodzą za „prawdziwych patriotów”…

Coś tu chyba się nie zgadza czyż nie?

Myślmy więc!

Koniec części pierwszej.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, nasz jedyny Zbawiciel!

18-24.03.2019, Tomasz Stachura

OBRAZEK WYRÓŻNIONY: Papież Franciszek, Flickr, Long Thien

Dodaj komentarz