O powszechnym dostępie do broni

Kochani Bracia i Siostry,

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, nasz jedyny Zbawiciel!

Dziś poruszę kolejną niezmiernie ważną kwestię.

Zdaję sobie sprawę, że ciągłe poruszanie ciężkich tematów może na dłuższą metę być przygnębiające, dlatego nie tylko już teraz obiecuję Wam, że następny tekst będzie o czymś lekkim i miłym, ale i pragnę Was poinformować, że mam dla Was dziś małą… niespodziankę.

Zanim jednak odkryjecie, jaka to niespodzianka przeczytajcie proszę tych kilka poniższych zdań, aby odkrycie jej było jeszcze przyjemniejsze…

Gotowi?

No to zaczynamy!

Choć wydawałoby się, że kwestia zapewnienia bezpieczeństwa własnego kraju to temat, który powinien, przynajmniej w odróżnieniu od innych tematów, być dla każdego Polaka raczej bezsporny, to niestety, także i w tej materii, jak chyba już niestety w każdej w dzisiejszych czasach dziedzinie, nie tylko pojawiają się zupełnie przeciwstawne sobie opinie, ale odnoszę wrażenie, że rozpanoszyła się jakaś dziwna wszechogarniająca wszystkich głupota, której towarzyszą dziwne zaniki pamięci…

No dobrze, ale o co w ogóle chodzi?

Zacznijmy najpierw od tego, co w kwestii obronności mówi szeroko pojęta „lewa” strona, czyli ta nie „zacofana a „oświecona.

Naprawdę nie pojmuję, jak można będąc nawet najgłupszą i najbardziej „zaoraną” przez marksistowski system osobą popierać rozbrajanie własnego kraju w czasie gdy każdy może zobaczyć niemalże „na żywo” relacje z trwających obecnie wojen, a które przecież tak naprawdę wybuchają w sumie niedaleko od nas…

Choć wiem, że taka postawa wśród coraz większej ilości ludzi jest konsekwencją m.in. procesu nie tylko pacyficyzacji społeczeństwa, które to niby ma być odpowiedzią właśnie owych „oświeconych ludzi” na okrucieństwa wojen, ale i efektem zniewieszczania, które znowu jest wynikiem braku ojców i metodycznego od wielu już lat niszczenia rodziny, o wszech panującym w końcu tchórzostwie nie wspominając, które to znowu jest wynikiem zabijania w ludziach jakiegokolwiek już ducha przez systematyczne rugowanie z naszego życia jakichkolwiek wpływów religii katolickiej, to uwierzcie mi, naprawdę nie potrafię takiej pacyfistycznej postawy pojąć…

Przecież żyją wśród nas jeszcze ludzie, którzy pamiętają Drugą Wojnę Światową…

Ba!

Do niedawna, żyło jeszcze całkiem sporo osób, które pamiętało i jeszcze Pierwszą…

Jedni i drudzy podkreślali, że nikt nie przypuszczał, że jedna czy druga tak nagle wybuchnie…

No, ale żeby wiedzieć co mówią ludzie starsi, to trzeba najpierw nie tylko być zainteresowanym własną historią, ale przede wszystkim tym, co dzieje się dookoła nas a z tym w dzisiejszych egocentrycznych i narcystycznych czasach jest wielki problem…

Ogromny procent dorosłych dziś ludzi, gdy pokazać im zdjęcia z obozów czy wojen mówi, że woli o tym nawet nie myśleć…

Woli o tym nie myśleć…

To ciekawe, bo jednocześnie lubują się w krwawych serialach i książkach o seryjnych mordercach…

Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem wyparcia… rzeczywistości u… dorosłych ludzi.

Jeśli dodamy do tego jeszcze na przykład fakt, że dla większości dzisiejszych mężczyzn pierwszą reakcją na myśl o ewentualnym wybuchu wojny nie jest instynktowna chęć obrony choćby rodziny czy Ojczyzny, a przerażenie, że taki wybuch oznaczałby… koniec ich marzeń o podróżach po świecie, imprezach, zarąbistym samochodzie, na który zbierają… to już w ogóle ręce opadają…

To, że ludzie w dzisiejszych czasach zamiast w jakimś nawet najmniejszym stopniu zadbać o rzeczywiste zabezpieczenie się przed realnymi zagrożeniami to wolą okłamywać się uciekając w „bezpieczną” ułudę, w sumie już mnie nie dziwi, bo tylko potwierdza teorie o całkowitym już nawet nie zdziecinnieniu a od-re-al-nie-niu…

Ucieczka od rzeczywistości…

Nie dziwi więc taka masa produkowanej i promowanej fikcji dookoła… ale to temat na inny, osobny tekst…

Wracając więc do tematu… wiadomo, które opcje polityczne optują za najlepiej całkowitym wręcz rozbrojeniu naszej Ojczyzny, argumentując to tym, że przecież „nic nam dziś już nie zagraża, bo nie ma w dzisiejszych oświeconych” czasach żadnych wrogów, a w ogóle to narody się przeżyły i wszyscy jesteśmy braćmi…

Na tych szubrawców i ogłupionych przez nich ich zwolenników nie będziemy tu dziś marnować miejsca…

Niestety głupota szerzy się nie tylko po tej stronie…

Jakimś „dziwnym trafem” brak rozumu i zbiorowa anemia dopadają także część szeroko pojętej „prawej strony, w szczególności tej „prawdziwie patriotycznej”…

Mowa tu oczywiście o temacie powszechnego dostępu do broni.

Większość z Was mam nadzieję wie, bo wierzę, że przyglądacie się jak ja temu, co dzieje się na i dookoła sceny politycznej, że po tzw. „prawej” stronie, jest cała masa ludzi, którzy domagają się wręcz natychmiastowego dostępu do broni dla każdego, bez względu na jego zdolności, historię czy nawet stan psychiczny.

Oczywiście mój tekst nie będzie żadną wnikliwą i dogłębną analizą całego problemu, ale pozwólcie, że, pomijając już nawet całą tę dyskusję o tym, kto, dlaczego, po co i czy w ogóle powinien mieć prawo do posiadania broni, że postawię jedno tylko pytanie, dzięki któremu mam nadzieję, uda się mi zwrócić Waszą uwagę na kwestię kluczową i przywrócić w tym wszystkim, choć odrobinę zdrowego rozsądku.

Oto moje pytanie:

Kochani, czy żyjemy w XVI, czy XXI wieku?

Bo z tego, co się orientuję to mamy chyba wiek XXI – nieprawdaż?

Nie żyjemy więc ani w wieku XII, XV, czy wspomnianym XVI choćby nawet i XVIII, w których to wiekach od stuleci w każdym domu od małego każde kolejne pokolenie nie tylko wychowywane było w obyciu się z samą bronią, ale które uczono zdolności przy pomocy tej broni przeżycia, i które nawet nie oswajano, a właściwie które samo codzienne życie uczyło, że w każdej chwili można także przez broń owo życie… stracić…

Czyż tak nie było?

Wiem, wiem, od razu pojawią się fanatyczni historycy, którzy zaczną tu przytaczać, że to nie prawda, bo tylko stan szlachecki było stać na porządną broń i że nie wychowywano każdego, bo tylko chłopców, a w ogóle to były inne czasy i w ogóle!

No właśnie, to były inne czasy…

No, ale niech im nawet i będzie…

Nie zmienia to jednak ciągle faktu, że mamy dziś wiek XXI, czyli czasy, w których 99.9% mężczyzn nie tylko nigdy w życiu nie użyło przeciw drugiej osobie choćby scyzoryka, ale w których te same 99.9% pojęcie o realiach prawdziwej walki bierze z… ekranów telewizorów oraz wyświetlaczy swoich laptopów i „smart” phone-ów

Nie jest tak?

Co ciekawe, na to wszystko, w szczególności ostatnimi laty, wszędzie bardzo mocno promuje się nie wychowanie w obyciu z bronią a… zwykłe cwaniactwo i chojrakowanie, czy to przez niezliczone ilości choćby komputerowych strzelanek, czy nakręcanie współczesnego barbarzyństwa, choćby przy użyciu takiego MMA

Ciekawe, po co wszystko… co?

Na pewno nie po to, aby było… bezpieczniej.

Każdy, kto chociaż raz brał udział w podwórkowej bójce lub choć raz był na strzelnicy i trzymał w swych rękach ostrą broń, mam nadzieję poznał diametralną różnicę między chojrakowaniem siedząc na trybunach, czy przed monitorem a stanięciem twarzą w twarz z rzeczywistym nawet nie zagrożeniem, a faktem, że trzymana w ręku broń, to narzędzie, przy pomocy którego w każdej chwili naprawdę mogę pozbawić kogoś życia… tak, na Amen…

Oczywiście sprytnym manipulator wskoczyłby tu teraz z tekstami, że właśnie dlatego musimy się rozbrajać…

Tak jak wspomniałem, na tych oszustów, manipulatorów i bardzo często zdrajców nie będziemy marnowali tu czasu.

Jestem za dozbrajaniem nie tylko naszej armii, ale i społeczeństwa, ale… uświadommy sobie jedną rzecz:

Jakiekolwiek wychowanie w obyciu się z bronią zakończyło się po-ko-le-nia temu…

Jesteśmy całkowicie rozbrojeni nie nawet z samej broni, ale z umiejętności się nią posługiwania i w ogóle pojęcia czym broń jest.

Uwierzcie mi, naprawdę marzy mi się Polska, w której w każdym dworku na ścianie w centralnym miejscu skrzyżowane są rodzinne karabele, a na kołku przy drzwiach wisi porządna flinta dziadka, po którą w chwili zagrożenia ze strony wrogów naszej Ojczyzny pewnie sięgnie wnuczek.

Nie wnikając teraz w to komu zależało na tym, aby przez lata Polacy byli niemal całkowicie rozbrojeni, to nie zmienia to faktu, że dopóki nie wychowamy stopniowo nie jedno, a kilka kolejnych pokoleń w obyciu się z bronią to zapomnijmy w ogóle o całym temacie powszechnego do niej dostępu, jeśli w ogóle jeszcze w dzisiejszych czasach, które tak naprawdę są bardzo bezpieczne i wygodne, że rzeczywiste wychowanie, bez niestety doświadczenia prawdziwej wojny, jest w ogóle możliwe…

Nawet najbardziej realistyczny „paintball” nigdy nie odda realiów prawdziwej sytuacji wymagającej użycia czy co ważniejsze, regularnego używania broni…

To tak jak z nożem… jeśli codziennie nie kroisz nim chleba, to szybko możesz wyjść z wprawy, a i tak, nawet jeśli robisz to codziennie, to zawsze może Ci on zjechać po palcu…

Przypadki się zdarzają i rzeczywiście nie powinny być argumentem przeciw, ale umiejętność posługiwania się dobrze nożem nie jest kwestią przypadku a nauki i praktyki.

Tak samo jest z bronią palną.

Tak à propos, gdy ostatnio brałem chlebuś w jednej z piekarni, zapytałem zdziwionej, że biorę niepokrojony, pani, jaki procent klientów bierze więc pokrojony chleb… usłyszałem, że… dziewięćdziesiąt!

Dziewięćdziesięciu procentom społeczeństwa nie chce się nawet w dzisiejszych czasach pokroić samemu… chleba…

A my chcemy, aby każdy miał tak „najlepiej od jutra” dostęp do pistoletów, karabinów itd.!

Czy już rozumiemy jak poważny jest to temat?

Mam nadzieję, że tak.

Niech więc nas nie zmylą dziesiątki przeróżnych innych aspektów tego problemu, którymi będą nam mydlić oczy, bo tak jak leży dzisiejsze szkolnictwo, tak samo leży dzisiejsza szkoła wychowania w obyciu i posługiwaniu się bronią, i długo jeszcze będzie leżała…a wszelkie gadanie, w którym nie podkreśla się tego aspektu, służy tylko i wyłącznie odwróceniu naszej uwagi ergo działaniu tak na prawdę przeciwko naszemu bezpieczeństwu.

Oczywiście wielu cwaniaków od razu powie „a w innych krajach jest większy procent na obywatela niż u nas i jakoś się nie wystrzelali!

No racja… w Sudanie i Somalii też jest większy procent… i co?

Powiedzą pewnie i na to: „no, ale jakby każdy miał broń to wtedy nikt do Polski nie wejdzie…

Niebezpieczeństwo, o którym mówię, nie jest na wypadek wojny, ale zanim do jakiejkolwiek wojny by doszło.

Pamiętajmy, więc gdy ktoś będzie znów próbował nas kokietować powszechnym dostępem do broni „od zaraz”, że zamiast posłużyć to wzmocnieniu Ojczyzny, szybko mogłoby się okazać, że ten na pierwszy rzut oka słuszny, no bo przecież taki „patriotyczny cel”, mógłby okazać się najgłupszym samobójstwem w historii, w którym banda chojrakujących idiotów dobrze podkierowanych przez agentów wrogich państw sama ku swej jeszcze uciesze doprowadziłaby do destabilizacji własnego kraju…

Idiotów dziś nie brakuje, a uzbrojonych idiotów do tragedii nie potrzeba wielu…

Bolszewików tak naprawdę było niewielu…

A dziś, podobnie jak wtedy, każdy już jest zmęczony wojną, tylko że w tym wypadku jest to wojna „polsko-polska, która odbywa się bardziej w umysłach i sercach…

Proces zdobywania pozwolenia na broń jest, jaki jest, ale tak naprawdę, jak ktoś bardzo chce, to legalne posiadanie broni nie jest rzeczą niemożliwą.

Rządzący słusznie, zamiast dać się sprowokować i wkręcić w tę całą podejrzaną sprawę, to roztropnie i pomału zapoznają nowe młode pokolenia na przykład dzięki inicjatywie Ministra Macierewicza, jakim są Wojska Obrony Terytorialnej.

Ci co chcą się uczyć, uczą się na lokalnych strzelnicach i bardzo dobrze.

Broń jest trzymana w bezpiecznych rękach, czyli magazynach itd.

Oczywiście na pewno jest także coraz większa ilość broni trzymanej po domach nieoficjalnie.

Mam nadzieję, że służby naszej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej mają na to swoje oko.

Na wypadek niebezpieczeństwa konfliktu, mam nadzieję, że broń w odpowiednio wcześniejszym też czasie zostałaby dostarczona obywatelom.

A co by było gdyby jutro a najlepiej zaraz przed jesiennymi wyborami od tak każdy mógł sobie kupić Glocka?

No właśnie…

Broń ma służyć bezpieczeństwu, a nie zwiększać niebezpieczeństwo…

Wiem, że wielu się ze mną nie zgodzi, ale wystarczy, że popatrzę na samego siebie i choć byłem już w paru niebezpiecznych sytuacjach, i wydaje mi się, że w miarę potrafię zachować zimną krew, i choć jestem bardzo zachowawczym i cierpliwym człowiekiem, to nie mogę mieć przecież pewności, że w każdej sytuacji w dzisiejszym świecie zachowałbym się roztropnie, w szczególności, gdy każdy dookoła, a tym bardziej bardzo duża ilość wyhodowanych na grach i nakręconych MMA chojraków, miałby dziś dostęp do broni…

Pamiętajmy, idiotów w dzisiejszych czasach nie ubywa a niestety ciągle przybywa… i to nie tylko po „lewej”, ale i niestety tej, która ma się za „prawą” stronie…

Wielu odnosi się do czasów przedwojennych… dobrze, ale w tamtych czasach panował kodeks… honorowy… i przede wszystkim społeczeństwo było zupełnie inne, a dziś kilku chłystków bez jakichkolwiek zahamowań i przy całkowitej bierności ludzi dookoła, potrafi dosłownie sterroryzować te same podwórka, na których przed wojną przy pierwszym lepszym wybryku jeden z drugim dostałby od nawet nie mężczyzn, ale od matek w pysk…

No, to koniec i mam nadzieję, początek rozmyślań w Waszych głowach.

A na koniec obiecana niespodzianka:

https://www.vice.com/sv/article/yvjbmv/polish-priest-christians-guns-876

Oto tekst na jednym z najbardziej lewackich i antykulturowych portali, jakie można sobie w ogóle wyobrazić promujący akcję pewnego znanego… „pastora” i kogoś jeszcze innego, równie znanego…

Nie będę tu oczywiście nawet komentował jakim kretynem trzeba być, aby w ten sposób fotografować się z karabinem głosząc do tego jeszcze, że jest się “Chrześcijaninem”…

Artykuł na owym portalu ukazał się, całkiem oczywiście przypadkiem, na miesiąc przed… atakiem w Berlinie w święta w 2016 roku…

Jak mawiał ks. Bronisław Bozowski: „nie ma przypadków, są tylko znaki…

Na szczęście ten idiota został już zdemaskowany oraz w miarę zmarginalizowany, ale pamiętajmy, że podobnych „patriotów tylko coraz bardziej wysublimowanych, non-stop będą nam próbować wcisnąć nasi wrogowie…

Tak jak kiedyś wspominałem, najlepszym sposobem na sprawdzenie czy ktoś chce dla nas dobrze czy nie, jest poznanie stosunku tej osoby czy środowiska do choćby Papieża a co za tym idzie samego Kościoła Katolickiego.

Pamiętajmy, że wróg nie śpi i będzie sięgał po coraz to bardziej podstępne i wysublimowane sposoby.

Módlmy się, pracujmy, ale przede wszystkim myślmy i bądźmy wierni naszemu odwiecznemu i na wieki (daj Boże) sojusznikowi, który nas nigdy nie zdradził, czyli Kościołowi Rzymskokatolickiemu!

Dziękuję za wszelkie wsparcie, alleluja i do przodu Kochani!

08-14.04.2019, Tomasz Stachura

OBRAZEK WYRÓŻNIONY: https://www.facebook.com/IamAChristianPL/photos/a.1478502725813077/1478502849146398/?type=3&theater

 

Dodaj komentarz